mamy jeszcze jeden dzien do zagospodarowania więc zamierzamy się jutro wybrac do miejscowosci szkolnoje. W miejscowosci tej na przelomie lat 60 i 70 tych była tajna baza kosmiczna, miasto było zamkniete i mialo sekretny adres symferopol-28. W tutejszych kamieniolomach wyprobowywano przyszle bezzałogowe pojazdy ksiezycowe zwane „łunochody”, uczono się nimi kierowac a potem , gdy zostaly już wyslane na ksiezyc, tu było centrum ich sterowania. Pozniej „baza kosmiczna” zostala przeniesiona w inne miejsce , zniesiono tajnosc a dziś do tego miasteczka może już przyjezdzac kazdy.
Tyle przynajmniej dowiedzialam się z netu (dla zainteresowanych:
http://www.geocaching.su/?pn=101&cid=5916 )
zatem pojechalismy sprawdzic gdzie to te łunochody jezdzily , ile zostalo z dawnej bazy i czy rzeczywiście wszystko jest dostepne.
Z symferopola kierujemy się na eupatorie i saki. Mila pani w kasie na dworcu autobusowym tlumaczy nam jak najlepiej tam dojechac , w co wsiasc zeby było taniej (warte podkreslenia ze pani jest mila- większość dworcowych kasjerek jest chyba wredna z natury, ma wade wymowy, kluchy w gardle a jeśli prosic o powtorzenie jakiejs kwestii to dostaje atakow furii)
dojezdzamy do szkolnego, z daleka widac już blokowisko na stepie i radar. Widac resztki muru i drutu kolczastego ktorym kiedys była otoczona calosc. Teraz drut otaczajacy bloki jest pozrywany, slupy poprzewracane.
Radar natomiast nie robi wrazenia miejsca opuszczonego- otacza go podwojny zasiek kolczasty a rozne jego elementy są jakby nowe i odmalowane.
Znajdujemy dziwne zbiorniki- jeśli wierzyc stronce sluzace do ochladzania bazowej aparatury.
Dalej ciagna się rozne zruinowane budynki- bedace jednak za ogrodzeniem, widac ze powstajace w nim dziury są zabezpieczane nowym drutem.
Po drugiej stronie drogi jest jakas druga baza- tez ogrodzona i tamta na bank uzywana co widac glownie po w miare nowych wiezach strazniczych.
Dochodzimy do sporej dziury w ogrodzeniu i nie sposob nie wykorzystac takiej sytuacjiogladamy więc z bliska jeden opuszczony budynek, totalnie zdewastowany i rozszabrowany w srodku który jest niesamowicie zarosniety bzami! Takich bzow to mysmy w zyciu nie widzieli: tak wysokich, dorodnych, gestych z puszystymi i intensywnie pachnacymi kwiatami. Az chodzi po glowie ze dobrze nawiezione- ciekawe co tu siedzi w ziemi... teraz troche mi zal ze redukujac wage bagazu nie zabralam mojego licznika.. może wreszcie bym się przekonala czy dziala czy tylko losowo wyswietla rozne cyferki , popiskujac przy tym cichutko
następnie idziemy w strone kamieniolomow czy dolinek gdzie probowaly swoich pierwszych krokow łunochody i tam wypijamy wino (tzn. trzy wina bo jak się skoczylo to poszlismy do sklepu po kolejne)
caly step jest przyproszony na bialo- malymi muszelkami jakiś dziwnych slimaczkow. (zywych slimaczkow nie znalezlismy tylko muszelki)
oprócz muszelek na okolicznych polach można również skompletowac caly szkielet krowy, znajdujemy kawalki czaszki, szczeki, zeber, racic i inne.
Łazimy także po miasteczku które obfituje w ruiny, klimatyczne sklepiki, babuszki i dużo roslinnosci.
Znajdujemy także opisywany pomnik, niestety dwojka miejscowych robi na nim impreze (takie raczej dzieciaki, do starszych to bysmy zagadali, może by się udalo przylaczyc?) więc krazymy po miasteczku, co chwile zagladajac pod pomnik czy już sobie poszli. (w koncu się udaje)
ciekawym miejscem jest tez biblioteka
Co ciekawe czynna i jeszcze na dodatek codziennie są tam rozne zajecia kulturalne:plastyczne, tanca, gry na roznych instrumentach- o czym informuja kartki w kratke przybite wewnatrz gwozdziem do sciany. Dziś – lekcja muzyki, co zreszta slychac przez okno.
Wieczorem wracamy do symferopola gdzie w naszym dworcowym pokoiku ogladamy lokalne wydanie „idola” i kibicujemy uczestnikowi który na scene zabral dmuchanego krokodyla :)
kolejnego dnia już powrot, kolo 11 idziemy na pociag. W naszym wagonie jedzie duza grupa jakiejs mlodziezowej organizacji paramilitarnej, kolo 15-20 chlopaczkow w wieku 15-18 lat wraz z opiekunem do którego odnosza się z duzym szacunkiem i zwracaja do niego „majorze” czy „sierzancie” - jakims tam tytulem wojskowym. Przed odjazdem zjawia się jeszcze jeden mundurowy który poucza ich przed droga- ze to normalny wagon, ze jada tu zwykli ludzie ,w tym dzieci, starcy i kobiety w ciazy więc maja się przyzwoicie zachowywac.( cos w stylu „nie halasowac, nie bic, nie palic, nie gwałcic„). Duza część grupy ma takie same koszulki z duzym napisem na plecach „krym na zawsze z rosja”.
Grupa ta , jaksię potem okazuje, jest dosyć uciazliwymi wspolpasazerami. Toperz trafnie zauwaza ze porownac można ich tylko do stad lemingow- są wszedzie, przynajniej 3 razy na minute kazdy zmienia miejsce pobytu, laza tam i z powrotem, przynajmniej dwa razy wciagu 20 godzinnej podrozy kazdy z nich się myje i goli, a duza część również robi pranie w wagonowym kibelku.
Czas glownie spedzaja wloczac się po wagonie, wchodzca na gorne polki i spadajac z nich, grajac w karty na papierosy, podkrecajac na maxa muzyke ku rozpaczy jadacych wagonem babuszek czy zjadajac rozne specjaly wyciagniete z torb i plecakow .Widac ze jada od mamy, bo pudelka obfituja w pieczone nozki drobiowe w buleczce, salatki warzywne, kielbaski, serki, ciasta, ciasteczka i inne dobrosci do których ucieka mi język (a my mamy tylko chleb i zolty ser, dobrze ze babuszki handluja na peronach). W pozniejszych godzinach przeprowadzaja również konsumpcje mocniejszych napojow, oczywiscie w konspiracji przed opiekunem: wlewaja wodke do butelki z cola i racza się nia w pietnastu, czy w czterech pija piwo , wkladajac za kazdym razem glowe wraz z butelka do skrzyni na bagaze.
Co ciekawe – z alkoholem kryja się niesamowicie – natomiast pala zupelnie oficjalnie wraz z opiekunem na kazdej stacji. Dziwne- u nas w liceum to picie i palenie było tepione na rowni i obie czynnosci trzeba było przeprowadzac po kryjomu.
Bardzo nas ciekawi dokad jada i po co, prawie udaje mi się dowiedziec- wdaje się w mila rozmowe z jednym z nich stojac w kolejce do kibla. Niestety zdazam się dowiedziec tylko ze są z kercza i okolic i jada do kamienca podolskiego- w tym momencie wpada opiekun, gani za zagadywanie pasazerow, zajmowanie kibla na dlugie godziny, kaze puscic diewuszke pierwsza do kibelka i dupa. Rozmowa się urywa..
Cala grupa wysiada tak jak my w chmielnickim, niosa ze soba jakieś wielkie paczki pelne konserw i innej zywnosci biwakowej.
My natomiast przesiadamy się na pociag do lwowa, stamtad marszrutka na granice gdzie odprawa idzie sprawnie a potem jeszcze dluuuga nocna podroz przez polske, która urozmaicaja nam ciekawi wspolpasazerowie: ukrainka mieszkajaca od kilkunastu lat w polsce z mezem z ogloszenia, babka z łancuta bardzo znajaca lokalne realia zarowno przemytu jak i rolnictwa czy mlody zakonnik. Tematy są roznorodne: od hodowli ziemniakow pod folia czy sposobow szmuglowania , kontroli i kar na wschodniej granicy po cuda, objawienia i naukowe dowody na istnienie Boga.
W olawie jestesmy o 3 rano- i czeka nas niespodzianka! Nasi wspaniali sasiedzi zalozyli domofon! Musimy więc komus zrobic pobudke aby dostac się do domu. Na szczescie otwieraja nam drzwi (zamiast rzucic z okna ziemniakiem)
i ten okropny zal ze już koniec!! niby 23 dni, a minelo jak jedna chwila...
jedyne co poprawia humor to fakt ze za niecaly miesiac znow będziemy pic lwiwskie i kwas, tym razem dla odmiany nad bialym czeremoszem :D







ogladamy więc z bliska jeden opuszczony budynek, totalnie zdewastowany i rozszabrowany w srodku który jest niesamowicie zarosniety bzami! Takich bzow to mysmy w zyciu nie widzieli: tak wysokich, dorodnych, gestych z puszystymi i intensywnie pachnacymi kwiatami. Az chodzi po glowie ze dobrze nawiezione- ciekawe co tu siedzi w ziemi... teraz troche mi zal ze redukujac wage bagazu nie zabralam mojego licznika.. może wreszcie bym się przekonala czy dziala czy tylko losowo wyswietla rozne cyferki , popiskujac przy tym cichutko 







Odpowiedz z cytatem