Dzień Dobry Moi Mili :)

Teraz tylko na szybko, bo właśnie wróciłam i zmykam łyknąć troszeczkę snu

No więc melduję (także informuję tych, którzy są w podobnej sytuacji jak ja - świeży kierowca), ze wróciłam w jednym kawałku, bezpiecznie i beż żadnych incydentów. Prawdę mówiąc - sama sie dziwię :))

Trasa - Ropczyce, Sanok, Lesko, Berezka. Nocleg w Berezce.

I niestety, moim skromnym i oczywiście niedoświadczonym okiem stwierdziłam, że Polańczyk piękny jest!!! O!!!
Chociaż nie Polańczyk- ul. Zdrojowa. Ale wszystko to, co dookoła. San, Solina, Solinka piękne. Lasy, widok na dalekie Połoniny mmm.... Wszystkie okoliczne szczyciki zaliczone. Może nie jest to wielkie osiągnięcie, ale dla kogoś "niewprawionego w boju" tak. Połowy rzeczy zaplanowanych nie zrobilam. Ale za to bedę miala po co wrócić.

Pawelku dzięki - ciągle powtarzałam sobie Twoje rady. Pierwszy raz w życiu ruszałam na wstecznym z ręcznego na sporej górce. Ufff... Stresik był, ale wszystko poszło ok. Serpentynki też w porządku. I tak jak myślałam, najgorzej było nie ze mną, ale z innymi uczestnikami szos. Zwłaszcza śliczne, "wypaśne" fury i ich młodzi kierowcy - bogowie szos (przepraszam tych trzeźwo myślących, ze generalizuję).