Ja też dziękuję raz jeszcze wszystkim za posty. Jakby nie Wy, byłoby mi o wiele ciężej.
Przed podróżą w Bieszczady trzeba dobrze poznać swój samochód (linka holownicza i numer telefonu do pomocy drogowej też warto mieć w autku).
I przynam szczerze - pierwsze górki były bardzo dziwne, to znaczy - wydawało mi się, że na 3cim biegu bez problemu dam radę wjechać pod górkę. Po czym, w połowie wzniesienia okazalo się, że chyba coś jest nie tak, dociskałam więc nogę na gaz i w ten sposób pokonałam 2 górki. Przy trzeciej zredukowałam biegi ale już na wzniesieniu. A czwarta - to redukcja przed wjazdem pod górkę i tu wszystko odbyło się bez problemu.
Warto wykorzystywać zjazdy z wniesień do "rozbujania samochodu", wtedy jest o wiele prościej wjechać na wzniesienie.
Bardzo trudne było dla mnie wjechać na drogę z drogi podrzędnej w połowie wzniesienia. Wtedy jadąc pod górkę trzeba docisnąć gaz a zjeżdżając w dól uważać na autka za nami, ktore sa najczęście rozpędzone a my dopiero zaczynamy się toczyć.
Poza tym, droga w Bieszczady jest super oznaczona, ciężko jest się zgubić. Brakowało mi parkingów, na których można podziwiać okoliczne panoramy. Często parkingi były tam, gdzie nic nie bylo widać. Więc jako kierowca czułam pewien niedosyt.
Tak, jak pisałam wcześniej, okolice Polańczyka i zalewu są przepiękne. Naprawdę polecam ścieżki - co parę kroków migające jaszczurki, bociany spacerujące na wyciągnięcie ręki, w oddali lisy i przeróżne ptaki. Mnóstwo dzikich poziomek (narazie kwitną, ale za kilka dni - mmmm...), dziko rosnące pierwiosnki (widziałam je pierwszy raz w życiu, do tej pory tylko ogrodowe) i piękne pokrzywy. Tego nie wdać w centrum Polańczyka.
Zasada podstawowa - samochód zostawiamy w hoteliku a wszędzie chodzimy piechotą.
Na następną eskapadę planuję wybrać się nad zalew Myczkowski. Chyba mniej popularny od Solińskiego, ale chyba równie piekny??


).
Odpowiedz z cytatem