Z tym "perfekt" to bez przesady, bardzo brak mi słownictwa. Umiejętność perfekcyjnego przeklinania z akcentem saratowskiego mechanika to jeszcze nie "perfekt", choć moje nauczycielki od rosyjskiego z lat młodzieńczych byłyby w ciężkim szoku (nie sądzę, żeby znały różnicę między "padszypnik" a "paciebnik"), bo zawsze z ruskiego miałem "pytę" lub "komis".

Dyblika, i owszem, znam, a choć nie lubię tzw. "artystów"(*) - to na pewno o całe lata świetlne bardziej cenię kolesi pokroju Dyblika, Gołebiewskiego czy podobnych im naturszczyków ("młodość przehulałem, ale resztę życia zostawiłem sobie na czarną godzinę" - ktoś kojarzy?) niż aktorów-celebrytów; że to środowisko pije na umór (współcześnie bardziej ćpa, niż pije), to mnie nie dziwi, patrząc jak lubi się (za grube pieniądze) sprzedawać (dosłownie - reżyserom, producentom, politykom; w przenośni w sensie podlizywania się trendom, mediom - i publice); widocznie część się wstydzi bardziej niż reszta swojego (pardon za dosadny język, nie potrafię znaleźć odpowiednika od "kurtyzana") kurewstwa. W takiej sytuacji sławny dialog z Exupery'ego ("Czemu pijesz? Żeby zapomnieć. O czym zapomnieć? Że się wstydzę. Czego się wstydzisz? Że piję.") traci sens po czwartym zdaniu. Hollywood i afera Weinsteina - to tylko czubek góry lodowej. Panie i panowie po równo dają po kątach wg listy powyżej (reżyserzy, etc.), zarówno fizycznie (seksualnie), jak i mentalnie (światopoglądowo).
No więc jak tu kogokolwiek lubić czy szanować (z wyjątkami typu Clint Eastwood), nie wspominając już o stawianiu na piedestały.
Co w niczym nie przeszkadza mi cenić gry aktorskiej np. starego Stuhra, Bisty, Fronczewskiego czy Pokory.
A ruskich ballad czasem posłucham, ale nie jestem fanem.

----
(*) - Ostatni prawdziwi artyści (typu Giotto, Goya czy Gaudi) poumierali dość dawno. XX wiek wyprodukował na pęczki "artystów" i zaledwie kilku Artystów. Aktorzy się do tych ostatnich wg mnie nie zaliczają - przez wieki "komedianci" byli w naszej śródziemnomorskiej cywilizacji pariasami społeczeństwa; nie wiem, co się z naszą kulturą i sztuką stało, że nagle wylądowali w panteonie.
----

Wracając do tematu wątku: Evangelos Odiseas Papatanasiou (znany szerzej jako Vangelis) - to jeden z niewielu Artystów XX-ego wieku (mam niemal wszystkie jego płyty, włącznie z tak egzotycznymi nagraniami, jak prawie 9-godzinne nagranie "szkiców studyjnych"). Z ostatnich "oficjalnych" dzieł polecam Thread, Mythodeę i Rosettę, z lat nieco wcześniejszych - EL Greco (ten z 1998; jest jeszcze drugi, zupełnie inny "El Greco" z 2007), a całkiem starych - Ignacio.