Kiedy potrzebuję radosnego doładowania wrzucam sobie mieszankę z Motorhead i The Beatles,na dysputy o kulistości świata zapraszam Boba Dylana, Joan Baez, Stana Ridgeway'a i tracącą dziewictwo Tracy Chapman, na chwile introwertycznej introspekcji otulam się w Fields Of The Nephilim w każdej odmianie,stosuję Clan of Xymox "Medusa" jako respirator, SDM wyciaga mnie z rowu mariańskiego, a Rush..., Rush pozwala mi żyć...
...a linków Wam nie podam, choc chciałbym, bo na komputerze się znamy na tyle, na ile jest on podobny do maszyny do pisania...ściskamy Was, a kogo mozna to całujemy...


Odpowiedz z cytatem