Świetne.
Przypomniałeś mi o Partyzancie. Gdzieś pod koniec lat 80- tych, początek 90-tych byłem na koncercie Dżemu, na który Rysiek nie dotarł, zamelinował się z jakimi ćpunami. Wtedy Partyzant zagrał swój, świetny, koncert a Dżemu swój... instrumentalnie. Rysiek był właśnie takim, skazanym na bluesa , idolem. Olewającym fanów.