Może kogoś zainfekuję... Wiktor Coj, muzyk i poeta, lider grupy Kino, jeden z nielicznych niepokornych w ZSRR lat 80., no człowiek-historia po prostu. Wokół jego tragicznej śmierci w roku 1990 (oficjalnie wypadek samochodowy) narosło sporo legend, dziś praktycznie nie do zweryfikowania.

Tu nie mniej legendarny, bo ostatni zarejestrowany koncert grupy. Pierwszy kawałek akurat jeden z moich ulubionych - "Grupa krwi". Inny hicior - "Zamknij za mną drzwi" - zaczyna się ok. 12:00.



A rosyjski zawsze będzie dla mnie językiem Lermontowa, Wysockiego i Sołżenicyna, a nie Dzierżyńskiego, Jagody czy Putina