Pamiętnik znaleziony w Sanie
motto:
Gdy przyjeżdżam w Bieszczady źli ludzie o rozdwojonych językach mówią, że wtedy w promieniu 20 km. brakuje piwa.Plotka zawsze z 10 km. zrobi 20.
(parafraza cytatu z K.Makuszyńskiego)
Rozdzaiał I
Wyjazd w poniedziałek 6.13 z dworca Toruń Główny, przyjaz 9.04 do Warszawy Zachodniej,przesiadka w Stałego Bywalca i... w góry góry miły bracie, tam przygoda czeka na cię!
Podróż przebiegła spokojnie:piwo, przejazd przaz wsie należące niegdyś do JanaKochanowskiego,piwo,Sandomierz,piwo,Tarnobrzeg ,obiad,Rzeszów,piwo,Sanok,piwo,Lesko.A w środku rozmowy:o Bieszczadach, KIMBie,KIMBowiczach,zeszłych pobytach i wielu innych sprawach.Wysiadam w Lesku, idę się zakwaterować do Bieszczadnika.
Na drugi dzień pogoda robi się brzydka,pada mżawka,ciśnienie leci na łeb, na szyję, na leski bruk. A przecież to miała być moja pierwsza wędrówka do Polańczyka. Idę na PKS.Jest autobus za 3 godziny.Robię spacer po Lesku, idę na miejsce, gdzie historia aż krzyczy.Leski kirkut.Nie jestem tu pierwszy raz, ale wciaż jestem pod wrażeniem.Już po powrocie mój przyjaciel, gdy się dowiedział, że tu byłem, stwierdził,że gdybym był w Pradze, to szedłbym śladami Pana Samochodzika ("Pan Samochodzk i Tajemnica tajemnic").Cóż,byłem w Pradze.Dziś jest tu jeszcze bardziej przygnebiająco, zimno, deszczowo, a mnie ogarnia zimno niepamieci.Starozakonni byli tu większością, dziś macewy coraz bardziej zmęczone coraz głebiej pochylają się ku ziemi.Ich dach stanowią pokrzywy.Czas wracać.Jeszcze nie wiem, że przyjdę tu jutro, gdy w słońcu moje refleksje nie bedę tak przygnębiające.
Jadę do Polańczyka.Polańczyk jak Polańczyk, przed sezonem cichy, za cichy,nudny,schodzę na przystań, robię kilka zdjęć.Słońce nieśmiało przebija się przez chmury.Chmury dzielnie bronią swojego panowania na niebie, ale w końcu pod wieczór ulegną.Nie podoba mi się tu, ale chciałem po raz pierwszy zobaczyć największe sztuczne jezioro w Polsce.Postanawiam jechać do Cisnej by jutro noclegować na Jaworcu.O święta naiwności! Nie mam czym. Jest tylko autobus do Leska.Czemu nie, lubię tam być.
Nocleg w Bieszczadniku.A rano to już zupełnie inne miasto, śmieje się rozświetlonymi refleksami słońca.Jeśli trafię na autobus, to jeszcze dziś z Cisnej wyruszę na Jaworzec. Niestety spóźniłem się 15 minut, następny za kilka godzin. Z zazdrością patrzę na literkę "W" na rozkładzie.Cóż, przecież nie będę czekał na dworcu. Biorę plecak i idę pod Kamień Leski zahaczajęc po drodze o kirkut.
Kamień robi na mnie duże wrażenie, ciekawym kiedy i komu ten wystajacy kawałek spadnie na głowę? Nie mogę tu dłudo marudzić,wracam do Leska. Koło Alfa zaczepia mnie dwóch mocno zawianych:
-O,pan z dużym plecakiem, to na pewno ma kieliszek.Mamy wódkę, ale nie mamy kieliszka.
Pewnie, że mam kieliszek, nie pierwszy raz jestem w Bieszczadach. Mam też piersiówkę, ale dziś nie mam ochoty na wódkę.Wolę piwo, jestem w końcu Piwskal. Wypijam tylko dwa kieliszki. Józek staje się coraz bardziej marudny,Rysiek jeszcze się trzyma.Rozmowa schodzi na ślepe tory.Czas się żegnać.Idę na autobus.Pora jechać do Cisnej. Obiecałem przecież WUCE, że jak tam będę pozdrowię od niej Rysia Szocińskiego.Autobus odjeżdża...
cdn.


Odpowiedz z cytatem