Posiedziałem, pomyślałem, wziąłem plecaczek i poszedłem w góry i lasyOtryt co prawda groził palcem...
... alem go nie słuchał. Słońce grzało, z rzadka coś dla ochłody pokropiło, było wspaniale.
Wędrowałem więc sobie w trudzie i znojuciesząc się lasem i samotnością. Kilka chwil później już nie las i samotność mnie radowały, ale każdy krok, który nie kończył się efektownym saltem. Palec Otrytu mnie dogonił i skończyła się sielanka.
Zanim zszedłem w dolinę sielanka jednak wróciła...
... i tak już do końca wycieczki przeplatały się ze sobą słońce i ulewa.
Co mi słońce wysuszyło to za chwilę deszcz znów zmoczył (albo odwrotnie, jakoś mi się to po pewnym czasie pomieszało). Szedłem więc moknąc i schnąc na przemian aż przed ostatnim grzbietem świat znów ukazał mi się w pełnej krasie.
Taka to była niedziela, 26.07.2009


Otryt co prawda groził palcem...





Odpowiedz z cytatem