"...Lecz ja wrócę tu, będę w twoim śnie.
Nikt nie zabroni nam śnić..."
Bogdan Loebl
Mkniemy dalej. Przy jednej z cerkiewek Irek dyskretnie fotografuje babcię cerującą pończochy. Stajemy na stacji by zatankować samochód, a Krysia ochoczo bierze się za mycie szyb. W Barsanie zakradam się na teren klasztoru by zrobić zdjęcie zakonnicom, które niosą kosz z chlebem. Przy jednej z ostatnich cerkwii przy drodze do Borszy napełniamy prysznice biwakowe i wpłaciwszy po piątce lei wchodzimy do wnętrza. Ciężkie niebo chce spaść na ziemię, ale nie może bo oparło się o szczyty Gór Rodniańskich i Marmaroskich. Odgłos świerszczy powoli staje się drażniący. Wjeżdżamy do Borszy...
Marcin
O Marcyś się też obudził ze snu zimowego z relacją;-)
super!
Hmm, ja też chyba napiszę swoją w takim razie skoro Rumunia taka modna, a co
Przeszkadzały Ci świerszcze???nic nie mówiłeś wtedy
"...Lecz ja wrócę tu, będę w twoim śnie.
Nikt nie zabroni nam śnić..."
Bogdan Loebl
Rozdział III Wreszcie góry
Mijamy gwarną i zatłoczoną Borszę, wszędzie pełno aut, traktorków i ludzi z wózkami wiozących drewno pod różnymi postaciami. Serpentynami wspinamy się na Przełęcz Przysłup. Wieczorna burza wisi w powietrzu. Znurzenie jazdą poszarza widoki, a może to tylko znów kurz osiadł na umytych przez Krysię szybach. Po górskich polanach zbijają się ciasno stada owiec. Wreszcie jesteśmy na przełęczy. Po prawej piętrzą się w chmurach ośnieżone północne stoki i szczyty Alp Rodniańskich. Widziane po lewej południowe zbocza Marmaroszy kuszą młodą zielonością by pobotanizować. Chmury coraz gęstsze i czarniejsze nad nami. W półmroku prawie wjeżdżamy polną drogą w Góry Marmaroskie. Kwitną jaślinki węgierskie, a spod topniejącego płatu śniegu wychodzą szafrany Heufela. Zatrzymujemy się przy niewielkim wypłaszczeniu z okresowym stawkiem. W pobliżu jest trochę suchego drewna, które pośpiesznie zbieramy. Rozpalamy ognisko i tylko gdy się zaczęło przyzwoicie palić lunął deszcz. Przeczekujemy chwilę w aucie. Przestało. Rozbijamy nasze namioty. W potoczku myjemy dwa kilo ziemniaków i zasiadamy wokół ogniska. Nad górami siada gęsta mgła i powoli zapada zmrok. Dopijamy dwulitrową butelkę rumuńskiego piwa i kładziemy się spać.
Przebudziłem się gdy tylko zaczęło się robić jasno. W nocy coś jeszcze pokropiło, gęste chmurzyska nie zachęcały do pośpiesznego wyjścia na zewnątrz. Ale noc była ciepła, więc zmęczony już porannym wylegiwaniem mimo wilgoci i chmur wytaszczyłem się z namiotu, by szerzej rozpoznać teren. Kwiatów niewiele. Niby kwitną jakieś rzeżuchy i gęsiówki, ale to nic ciekawego. Idę w stronę wyleżyska śniegowego, gdzie dzień wcześniej widziałem krokusy. Po drodze znajduję kilka urdzików. Liście przywrotników mienią się wielkimi kroplami rosy na końcach nerwów. Gdybym był alchemikiem to pewnie kilka bym zebrał do jakiejś magicznej fiolki, ale ani szkła nie mam, ani alchemik ze mnie żaden. Przez chmury przebija się słońce oświetlając pobliską osadę pasterską - jeszcze pustą czekającą na wędrujące w góry stada z dolin. Po jakiejś godzinie, może półtorej wracam w miejsce biwaku i dobudzam towarzystwo. Szybkie śniadanie, herbatka miętowa i jesteśmy gotowi do dalszej drogi.
Marcin
Rozdział IV Cercănel
Przed wyjazdem zgłębiam jeszcze tajemnice, które kryje w sobie oczko wodne, obok którego zabiwakowaliśmy. Pełno w nim traszek. Dominuje traszka karpacka, ale są też pojedyńcze okazy traszki górskiej. Powoli we mgłach ruszamy samochodem pod górę na północ. Biegnąca połoninami droga jest dość solidnie podbudowana kamieniem ułożonym na kształt kostki. Wiatr rozwiewa chmury i po lewej stronie pojawia się wielka plama krokusów. Dobre pół godziny poświęcamy na zabawę w fotografowanie. Podjeżdżamy jeszcze jakieś 2 km i na szerokim grzbietowym wypłaszczeniu pozostawiamy samochód na skraju drogi. Każdy zabiera aparat. Ja wrzucam do plecaka suchary bieszczadzkie, sok pomarańczowy i termosik z herbatą. Irek w łapsko bierze piwo. Ruszamy na zachód w stronę szczytu Cercănel. Chmury prawie całkiem się rozwiały, jedynie nad Alpami Rodniańskimi z dolinnych mgieł zaczęły się rozbudowywać olbrzymie cumulusy...
Marcin
Ten most kolejowy na ostatnim zdjęciu to w Săcel?
Początkiem lipca 2004 w Czarnohorze również trafiłem na takie krokusy na skraju wyleżyska śniegowego pod Howerlą.
Marcin
W tych Rodniańskich to bylo lawinisko. Zasypane bylo całe dolne jeziorko Buhaescu: http://picasaweb.google.com/ulec44/R...96763058505282
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)