Rozdział II Pielgrzymka po Maramuresz
Przejeżdżając przez Sapantę zatrzymujemy się przy kirkucie. Kirkut jest ogrodzony. Udaje mi sie pokonać ogrodzenie bez samowytrzebienia na drucie kolczastym. Cmentarz jest wykoszony i tylko od drogi porosły drzewami - orzechami włoskimi. Irek z Krysią zadawalają się widokiem zza siatki.
Nad drogą wiszą ozdoby ze Świąt Bożonarodzeniowych (wisiały nawet jeszcze we wrześniu jak się później okazało). Ruszamy w kierunku najwyższej w Maramuresz cerkwi w Sapancie. Sama cerkiew jest nowa, dookoła trwają prace budowlane przy czymś, co najprawdopodobniej będzie jakimś klasztorem lub centrum pielgrzymkowym. Wokół kręci się kilka sióstr. Mimo nowości całość robi raczej pozytywne wrażenie.
W powietrzu wiszą chmury, z których chce spaść deszcz. Jest sennie. Jedziemy przez kolejne miejscowości w stronę Sygietu. Po lewej stronie widać Ukrainę. Początkowo staramy się zaliczyć każdą cerkiewkę, ale przy entej robi się to już odrobinę nudne. Wszędzie dookoła brogi, pierwsze pokosy suszą się na łąkach, mieszkańcy kosami koszą trawę. Łąki kwitną szałwią łąkową i zewsząd słychać odgłosy świerszczy polnych. Dojeżdżamy do Sygietu Marmaroskiego...


Odpowiedz z cytatem