...Zielona trawa na płaskim półwyspie na zachodnim brzegu jeziora upstrzona była kilkoma czarnymi śladami po ogniskach. Na drugim brzegu w sporej kępie kosówki dostrzegłem kilka limb. Kilka zdjęć i trzeba było wracać, by dotrzeć do biwaku przed zachodem słońca. Bagniste brzegi potoków i młaki rozkwitały kaczeńcami. Po powrocie zabraliśmy się za zbieranie opału. W jałowcowych zaroślach znalazło się sporo uschniętych świerczków oraz trochę starych kawałków drewna przyniesionych tu kiedyś przez nie wiadomo kogo. Słońce jeszcze miało trochę do zachodu więc z Krysią zabraliśmy się za poznawanie fauny kałuży-oczka w pobliżu biwaku. Zagęszczenie traszek na metr kwadratowy osiągało pewnie z jakieś dwadzieścia sztuk. Dominowała traszka górska. Uwieczniliśmy samca w szacie godowej. Od strony osady pasterskiej przyszli się nam a może górom przyjrzeć starsi ludzie. Niestety próby nawiązania kontaktu werbalnego przez nich z nami na odległość kilkudziesięciu metrów spełzły na niczym ze względu na nasze marne zdolności pojmowania języków romańskich. Wreszcie słońce zaczęło się zbliżać do horyzontu. Najlepsza miejscówka na obserwacje zachodu była na wapiennej grzędzie porosłej jałowcami, gdzie za dnia zachwycaliśmy się łanami goryczek, które teraz postulały płatki, by ochronić się przed chłodami nocy. Po zachodzie od gór zerwał się chłodny wiatr. Drwa starczyło na kilka godzin popijania piwa i obserwacji gwiaździstego nieba.


Odpowiedz z cytatem