Rozdział VI Gentiana verna
Dojeżdżamy do rozstaju dróg, przy którym stoi dacia. Małe przedyskutowanie w jakim kierunku się udajemy i ruszamy w stronę najwyższych gór. Pojawiły się wapienne skałki, a więc i nadzieja na odnalezienie ciekawych gatunków roślin. Wąski wapienny pas biegnący równolegle od północy do głównej grani Gór Rodniańskich ze względu na liczne krasowe formy jest wręcz idealny do wiosennego botanizowania. Przed nami mały podjazd po glinie mokrej od topniejącej łachy śniegu. Irek coś się męczy z reduktorem. Wysiadamy żeby było lżej i tyle co wyszliśmy pośród jałowców halnych porastających skalną grzędę dostrzegam plamy dziwnego niebiańskiego koloru, który nie daje się niestety odwzorować na zdjęciach. Kwitną kępy goryczek wiosennych. Irka pozostawiamy z samochodem. Niech działa. Kierowca musi myśleć w spokoju i nie wolno mu przeszkadzać. A ja z Krysią biegniemy ku goryczkom. Oprócz goryczek kwitną również pięciornik złoty i kilka innych pospolitszych gatunków. Dłuższa chwila nam schodzi na botanizowaniu, a za ten czas Irek sobie perfekcyjnie poradził z błotnistym podjazdem. Na biwak obieramy miejsce obok wypełnionego śniegiem leja krasowego i niewielkiego oczka wodnego. Rozbijamy namioty i ruszamy poszukać posuszu świerkowego po krzakach, co nawet dość sprawnie nam idzie.


Odpowiedz z cytatem