Rozdział VIII Poranne botanizowanie
Nic tak nie poprawia samopoczucia jak poranne botanizowanie. Gdy tylko słońce zaczęło się dobijać do mojego namiotu wywlekłem się na zewnatrz. Rześkie poranne powietrze zachęcało do wdziania portek na dupsko i wyruszenia ku wapiennym skałkom. Zanim ruszyłem podszedłem do ogniska by w popiele wygrzebać odrobinę żaru. Podrzuciłem kilka suchych świerkowych gałązek. Parę dmuchnięć i błysnął nieśmiale płomyczek. Z rozpadlin w wapiennej skale wygramoliła się zmarznięta po nocy samica traszki karpackiej. Mała sesja i można jej było skrócić o kilka godzin podróż do pobliskiej sadzawki. Włochate skulone przed mrozem kwiaty sasanek alpejskich zaczęły rozwijać się do słońca. Utrzymała się wieczorna szklistość powietrza. Doskonale było widać dalekie pasma górskie na pograniczu ukraińsko-rumuńskim. Wreszcie znalazła się chwila by dokładniej zająć się wapienną grzędą. Na trawiastych półkach spod śniegu wyłaziły krokusy. Pomiędzy jałowcami, kosówką i olchą zieloną udało się znaleść również typowo leśne rośliny jak żywiec gruczołowaty, zawilec gajowy czy kokorycz pełna. Na skałkach rosło kilka kęp paprotnika ostrego i sporo skalnicy gronkowej. Jaślinki węgierskie i omiegi karpackie dopiero wypuszczały pąki. Gdy wróciłem obozowe towarzystwo szykowało się już do śniadania. Herbata, kilka pajd ze smalcem i można było zwijać namiot.


Odpowiedz z cytatem
