Rozdział XII Jajecznica
Przebudziłem się wcześnie. Szarawo było na zewnatrz, a ptaki zaczynały poranne koncerty. Jednak snujące się z lekka mgiełki zachęcały do załączenia opcji drzemki. Drzemię sobie. Przewracam się na drugi bok i słyszę mlaskanie połączone ze ścinaniem trawy. Otwieram oczy i widzę cień głowy konia, który jakieś piętnaście centymetrów od mojej głowy robi sobie śniadanie. Trudno, spać nie dają to trzeba wstawać. Slońce już było nad horyzontem, a po porannych mgiełkach nie było ani sladu. Stado koni rozgościło się w naszym biwaku. Z namiotu wyłazi również Krysia by poczochrać się trochę z końmi. Ja urządzam sobie mały zwiad terenowy po najbliższej okolicy. Gdzieś z pobliskiego lasu odzywa się kukułka. Koło ósmej bierzemy się za przygotowywanie śniadania. Krysia przyrządza jajecznicę na gazie. Dla Irka jeszcze płynna. Krysia i ja wolimy bardziej ściętą. Delektujemy się widokami i smakiem śniadania. Z dołu pnie się w górę stado owiec. Pierwsze wypatrzyły nas psy, ale odziwo bardziej zainteresowały się końmi. Lekkie zamieszanie, bieganina i udaje się pasterzom zapanować nad całą sytuacją. Pasowałoby coś pobotanizować, ale w trawie wypatruję tylko pięciornika złotego i urocze okulary, ktore oczywiście przymierzam. Efekty zmiany imażu pozostawiam do indywidualnych przemysleń. Powoli zabieramy się za zwijanie wigwamów.


Odpowiedz z cytatem
. Piwo szybko się skończyło. Ruszyliśmy wspólnie w drogę powrotnią. Krysia filmowała trasę pożyczoną kamerą. Droga powrotnia upłynęła nam w kurzu. Na przełęczy Rotunda zrobiliśmy sobie jeszcze pamiatkowe zdjęcie i pożegnaliśmy się. Ruszyliśmy w dół doliny Złotej Bystrzycy. Czekał nas długi przejazd w Kelimeny, ale o tym w następnym rozdziale.
