I daj jej do zjedzenia jakieś dobre bieszczadzko/polskie żarło.
Wierz mi wiem co mówię :) Jedzenie typu bigos, fasolka po bretońsku czy ogólnie polskie zupy (których nie uświadczysz za wodą), pierogi z owocami (np truskawkami a idealnie z jagodami) czy banalne naleśniki (które u nich wyglądają i smakują jak podeszwy), może golonka lub flaczki (tylko nie mów wcześniej co to jest) są tym co może utkwić jej na długo w głowie :) W zależności od gustu i nawyków żywieniowych.
A tak widokowo. Znajomych amerykanów zabrałem na Tarnicę i Połoninę Caryńską (było poza sezonem więc cisza i spokój). Tak jak Basia Z zasugerowała - cerkiewki, skansen w Sanoku, muzeum w Sanoku z uwzględnieniem ikon i koniecznie wyprawa do Lwowa.
Grzybobranie dla nich było fajną zabawą - za "wodą" się grzybów raczej nie jada (poza pieczarkami i czymś co wygląda jak jakieś psiary).
Jeśli zaś chodzi o spokojne miejsce nad wodą to może Zawóz, Olchowiec, Chrewt (pod warunkiem że będzie akurat normalny stan wody w zalewie).
Zależy skąd małżonka pochodzi "za tą wodą" ale jeśli z Michigan, NY, czy innego bliskiego wielkim jeziorom stanu to raczej nasze jezioro nie zrobi na niej wielkiego wrażenia.


Odpowiedz z cytatem