Ranek przywitał nas słońcem. Po śniadaniu - dobrodziejstwo aneksu kuchennego - wyciągnąłem telefon, by ustalić spotkanie z Bywalcem. Mieliśmy razem zmierzyć się z Tarnicą. Niestety, zero zasięgu. Chwilę pomarudziłem na operatora, ale po chwili pomyślałem, że z pracy też do mnie nie zadzwonią. Mając w pamięci sugestię Bywalca, że on by szedł z Wołosatego i schodził Szerokim Wierchem, postanowiłem iść drogą do przełęczy i potem przez Rozsypaniec, Halicz licząc, że może szczęśliwym trafem tam akurat spotkam Kazia. Pogoda sprzyjała, było ciepło, nie upalnie, słońce. Na szlaku pusto. Jakaś para za nami szła również bez pośpiechu, nie doganiając nas. Ponieważ nic nas nie pogania, słuchamy śpiewu ptaków, podglądamy przyrodę. Cóż, lata robią swoje, więc łatwiej zobaczyć to co na ziemi. (..takie widzi świata koło..).
Niestety też co jakiś czas rażą mój wzrok wątpliwej urody symbole religijne. Pozostałość pewnie po Drodze Krzyżowej.


Odpowiedz z cytatem