Droga choć dość monotonnie pnąca się do góry, nie jest specjalnie męcząca. Wreszcie przełęcz. Widoki w każdą stronę. Pstrykam kilka zdjęć i pasę oczy. Kińczyk Bukowski jak na dłoni. Przed laty w maju wędrowałem tamtędy nieświadomy, że w Czarnobylu wybuchł reaktor. Dowiedziałem się kilka dni później w autobusie z Ustrzyk do Sanoka. Po krótkim odpoczynku idziemy dalej, Rozsypaniec, Halicz, widoki i widoki. Nawet na tej wysokości ptaki śpiewają. I ciekawostka, przy zejściu z Halicza zobaczyłem węża wygrzewającego się na ścieżce. Nie zdążyłem mu się przyjrzeć jak czmychnął w trawę. Błysnęła łuska odcieniem miedzi i tyle go widziałem. Nie mam pojęcia co to było. Im bliżej jesteśmy Przełęczy Goprowców, tym bardziej odczuwamy zmęczenie. Joanna ma wyraźnie dość, a i moja kondycja została gdzieś pod Haliczem i tam wyleguje się w słońcu. Jeszcze tylko ostatnie podejście i Tarnica zdobyta. Tu jak zwykle sporo ludzi. Robię fotki i zmykamy. I ja i moja lepsza połowa nie lubimy tłoku. Wystarcza nam na szlaku własne towarzystwo. Zejście do Wołosatego zajmuje nam minimum czasu. Już nawet nie zatrzymujemy się na odpoczynek. Perspektywa natrysku działa jak najlepszy doping.


Odpowiedz z cytatem