Wieczór postanowiliśmy spędzić w Ustrzykach. W ZpC zamówiliśmy sobie obiado kolację i tu miłe zaskoczenie. Pojawiają sie Kimbowicze. Jest SB, Marcowy, Wojtek z Andrzejem i jeszcze kilka osób, tylko wybaczcie, pamięć nie ta. Marcowy zamówił naleśniki z jagodami. Dość długo czekał, nawet padły sugestie, że ktoś poleciał na Caryńskie nazbierać. W końcu jest. Danie pachnie smakowicie. Zaczynamy głośno przełykać ślinę, już zazdrościmy mu uczty... i nagle : beee naleśnik jest fest osolony. Solone jagody to jest nie do zjedzenia.. wśród śmiechów talerz wędruje z powrotem do kuchni. Następna porcja już jest korekt. Z czasem przenosimy się z werandy do środka i dalej opowiadamy sobie zdarzenia dnia dzisiejszego i wrażenia z wczorajszych obrad. Ten dzień był pełen widoków i zakończył się wśród przyjaciół. To był dobry dzień.
Długi


Odpowiedz z cytatem