Pokaż wyniki od 1 do 10 z 25

Wątek: Ja też tam byłem

Widok wątkowy

  1. #13
    Botak Roku 2017 Awatar długi
    Na forum od
    09.2002
    Rodem z
    Sopot
    Postów
    2,382

    Domyślnie Odp: Ja też tam byłem

    Dzień wstał lekko pochmurny. Licząc, że jak ma padać to raczej po południu szybko jemy śniadanie i wyjeżdżamy na Przełęcz Wyżniańską. Zostawiamy auto na parkingu, bilet w garść i po chwili mijając Bacówkę zanurzamy się w las. Jest baśniowo. Zieleń wiosenna nastraja poetycko. Chce się śpiewać, tańczyć.. tylko dlaczego jest tak pod górkę? Żonie nieco doskwiera kolano i dopytuje się, czy będzie też tak trudno jak pierwszego dnia. Obiecuję tylko jedno trudniejsze podejście i wcale nie tak męczące jak kółko przez Rozsypaniec, Halicz i Tarnicę. Przyjęła z ufnością moje zapewnienia i mozolnie zaczynamy się wspinać pod Rawki. Z prawej strony szlaku towarzyszy nam potok. Jest tak stromy, że można uznać go za jedną wielką kaskadę. Chciałbym tu być w czasie dużej burzy. Woda na pewno wali z hukiem po kamieniach. Robię zdjęcie, ale ono nie oddaje wysokości i stromizny. Idziemy dalej. Jest coraz cieplej i robi się duszno. Dopiero wyjście na otwartą przestrzeń pozwala odetchnąć. Na Małej Rawce wita nas kudłaty turysta. Początkowo trzyma się z boku i myślimy, że należy do ludzi, którzy przyszli przed nami. Zwracam im uwagę, że do Parku psów nie wolno wprowadzać, a jak już weszli, to powinni go mieć na smyczy. Okazuje się, że to nie ich pies, że przyszedł z grupą Słowaków, ale też jako przypadkowy towarzysz. Przywabiamy go do siebie. Jest młody, łagodny, łasy na pieszczoty - chłopak
    Ma na sobie uprząż. Na szelkach napis: Bacówka pod Rawkami i nr telefonu. Dzwonię, ale nikt nie odbiera. Z automatyczną sekretarką nie chcę gadać. Idziemy dalej, na Wielką Rawkę. Pies z nami. Odbiega na kilka metrów i ogląda się, czy idziemy w tę samą stronę. Na szczycie siadamy i podziwiamy widoki. Pies też siada i odpoczywa. Ma żywe usposobienie, jest jeszcze bardzo młody. Po chwili postanawia iść dalej już z innymi, na Kremenaros. Wabimy go i w końcu rezygnuje. Idzie z nami z powrotem. W siodle między Rawkami pies, który stale szedł przed nami lub obok, nagle się zatrzymał, sierść mu na karku stanęła dęba. Niespokojnie rozejrzałem się. Nic. Idziemy dalej. Pies za mną z pyskiem przy łydce. Po kilkunastu metrach, jakby nic nie zaszło pognał do przodu, złapał jakiś badyl i w podskokach zapraszał do zabawy. Na szlaku ruch się wzmaga. spotykamy grupę niepełnosprawnych, później szkolną wycieczkę. Pies jest zachwycony. Taka duża grupa! Postanawia zawrócić i iść znów pod górę. Trochę prośbą, trochę groźbą udaje się nam przekonać go do porzucenia dzieci i schodzimy dalej. Przy potoku zatrzymujemy się na chwilę, aby zwierzak się napił. Robi się naprawdę gorąco. Przechodzący obok turyści (dwie panie i pan) pytają czy daleko jeszcze. Odpowiadam ze śmiechem, że nie daleko i że na górze czeka ich kiosk z lodami i colą. Ruszają w wyraźnie lepszych nastrojach. My też, tylko w dół. Przy Bacówce pies nas wyprzedził i od razu wpadł do kuchni. My zaś do sali dla gości na coś chłodnego, złocistego.. sok jabłkowy. Chwilę gwarzymy z Gospodarzem na temat psa i jego złych nawyków. Na obiad zjechaliśmy do Wetliny. W "Starym Siole" jak zwykle kuchnia na wysokim poziomie, wino znakomite i muzyka niezmiennie piękna. Zamówiłem wino Mozelskie regionu Saary. Kiedyś na południu Niemiec poczęstowano mnie tym winem i zapamiętałem znakomity, świeży, lekko owocowy smak. Nie spodziewałem się znaleźć tego wina w Wetlinie. Na ciepłe popołudnie było znakomite. Do tego na deser talerz z kozimi serami. Rewelacja. Nie było tanio, ale było warto. Za ten nastrój, za znakomity smak zapłaciłem kartą mastercard.
    Wracamy na kwaterę. W zasadzie to mieliśmy przenieść się w inne miejsce, do Krywego i później do Duszatyna. Ale postanawiamy przedłużyć pobyt w Wołosatem. Prysznic po upalnym dniu to komfort, z którego nie chcemy rezygnować. Joanna natarła piętę. Bąbel pękł, bolesne paskudztwo. I to tak bez powodu. Przecież te buty ma już trzeci sezon i nigdy żadnych kłopotów. Jutro będzie lżejszy dzień. Postanawiamy sprawdzić SB. Tak zachwalał okolice Dydiowej. Pół wieczoru tłumaczył mojej żonie jak tam trafić. Źle wybrał.
    CDN
    Załączone obrazki Załączone obrazki

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. SOLINA — TAM TAK BYŁO Zbigniew Kozicki
    Przez Marcin w dziale Bibliografia Bieszczadów
    Odpowiedzi: 3
    Ostatni post / autor: 23-01-2012, 23:00
  2. Tam gdzie Ludzi nie było
    Przez joorg w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 7
    Ostatni post / autor: 19-11-2010, 18:44
  3. Też byłem w Bieszczadach tego lata
    Przez Fiaa w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 7
    Ostatni post / autor: 28-08-2007, 01:11
  4. ON też był BIESZCZADNIKIEM-pamięci Jana Pawła II
    Przez pyton w dziale Dyskusje o Bieszczadach
    Odpowiedzi: 40
    Ostatni post / autor: 13-04-2005, 20:58
  5. Byłem tam n*raz
    Przez marekm w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 4
    Ostatni post / autor: 07-07-2003, 19:45

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •