Podsumowując -R O Z S Ą D E K NAJWAŻNIEJSZY!
Podsumowując -R O Z S Ą D E K NAJWAŻNIEJSZY!
WUKA
www.wukowiersze.pl
zapachniało kolejnym procesem :)
Proponuje zakończyć dyskusje poniższym podsumowaniem:
1. Dzieci zabieramy w odludzia jak już wiemy, że nie są uczuleni na jad osy
2. Małe dzieci, które np. nie potrafią siedzieć leżą w domciu w łóżeczku a nie szwędają się po górach w niewygodnych nosidełkach
3. Wszyscy kochamy dzieci
4. Dzieci kochają góry (mój 3 latek wychodząc na Orłowicza powiedział patrząc na góry "jak tu ładnie" - będę to pamiętał chyba do końca życia)
Pisałem całkiem serio, bez ironii. No może troszkę z tym jadem![]()
Chciałem coś powiedzieć.. ale zbyt dużo, by się we wszystko wczytać.
OK
Polemizowałbym.
Dawniejsze nosidełka lub inne metody noszenia np. w specjalnej chuście uważam że są całkiem dopuszczalne dla dzieci nie umiejących siedzieć. Całkiem poważnie zasugerowałbym przykłady z mniej zepsutych cywilizacją rejonów, gdzie dziecko musi być cały czas przy rodzicu pracującym na roli. Nasze polskie dzieci od urodzenia poza kolorem skóry nie różnią się aż tak bardzo.
No ale jak ktoś się zastosuje do tych czterech punktów to też źle nie będzie.
OK
OK
Coś bym jeszcze... ale chyba bym uraził tych najbardziej rozsądnych.
A z ostatniego doświadczenia dodam, że tak jak podejrzewałem problemem było własne zdanie mojej najukochańszej aktualnie 7-latki, której się chwilami nużuło (trasa Łopienka-Tyskowa-Radziejowa-przeł.n/Stężnicą-Lipowiec-wdsp.Czartów Młyn-szosa do Górzanki-Tyskowa-Łopienka). Drogą negocjacji fragmentami niosłem na wielbłąda. Nawiasem mówiąc spodziewałem się tego i zawczasu wziąłem odpowiednio dopasowany do tego plecak. Od razu wyjaśniam że zadowolenie córki z różnych ciekawych punktów (np. wodospad pod którym wypluskała się w stroju kąpielowym, widok na Baligród w którym kilka dni wcześniej pomagała naprawiać zabytkowe macewy, a w ogóle to gwóźdź programu - kilka brodów do przejścia) na trasie było wiele większe niż chwilowe momenty znużenia. Dowiedziała się też o Łemkach (choć tu drobna nieścisłość bo powinienem był rzec: Bojkach) i ich historii, czemu ich wioski są dziś puste, kto odbudował cerkiew w Łopience i kapliczkę na Hyrczej. Wiedzę tę zapamiętała i już ochoczo zdążyła się nią pochwalić po powrocie z gór wśród domowiników z nizin.
Ostatnio edytowane przez malo ; 16-07-2009 o 23:26 Powód: dopisek
pozdrawiam
malo :wink:
A ja jeszcze odnosnie budowania wiezi rodzic - dziecko poprzez wspolne wedrowki.
Nasza corka nie cierpi lazenia po gorach i ma do nas zal ze zamiast opalania sie na plazy zaserwowalismy Jej wedrowanie - w wieku 15 lat zbuntowala sie i powiedziala ze nie ma takiej sily ktora zaciagnelaby Ja w gory- jezdzi nad morze. No to chyba bylismy zlymi mentorami.My to kochamy, kazda wolna chwile staramy sie spedzac w gorkach, Mala mowi ze spieprzylismy Jej dziecinstwo. Tak tez byc moze- nie jestesmy jedynym takim przypadkiem. Nie zebym z tego powodu cierpiala, robi co chce,ale nie udalo sie..
Ja tam prawem żadnym podpierać sie nie mam zamiaru...liczę na rozsądek i dobre wychowanie.
To w kwestii plotkarstwa.
Jeśli chodzi natomiast o moje opinie, to chętnie i rok będę z kimś dyskutował, choć wiary w przekonanie tego kogoś mieć nie będę...bo w grze nie wygrana, ale przyjemność grania się liczy.
A to w kwestii bicia piany.
Pozdrawiam i spadam :)
Ja opisałam tylko swoją sytację (ten epizod trwał tylko 2 lata) i spostrzeżenia.Teraz żyjemy jak pan Bóg przykazał trochę bardziej wymoczkowaci ,wspominając z sentymentem tamten czas ale niech poziostanie on tylko wspomnieniem .
Osobiście nie wybrałabym się z małym dzieckiem na szlak,bo celem wędrówki jest odpoczynek duchowy i psychiczny-a w tej sytacji przyjemność wątpliwa.
A noszenie dziecka w nosidełku jest bardzo nie wskazane -rujnuje to nierozwinięty kręgosłup dziecka jeżeli już to tylko chusta,która jest doskonała pod względem ortopedycznym,likwiduje problem kolki itd.
Gdy pojawi się u nas kolejny potomek nie zamierzamy wybierać się w dalekie podróże,mieszkam 30 km od poleskiego parku narodowego i 80 km od roztoczańskiego.Teraz celowo tam żadko bywam by móc odkrywać te miejsca gdy inne wypady trzeba będzie odłożyć.Będzie miło ,blisko ,bezpiecznie a równie pięknie i ciekawie.
Swoją drogą dawno już nie czytałam na forum tak zaciekłej dyskusji,założyciel wątku zapewne czyta to przerażony,mieliśmy służyć tylko radą co do miejsca w które można by się ewentualnie wybrać.
Ostatnio edytowane przez wadera ; 09-07-2009 o 10:59
Drogi Joorgu,
Czyżbyś należał do kategorii ludzi, którzy nie baczą na własne słowa i nie liczą się z tym co piszą?
Czyżbyś uważał, że człekowi uchodzi oskarżyć kogoś o coś, a gdy ten udowadnia "mylność i niesprawiedliwość" osądu, nijak się do tego nie odnieść?
Wszak w ten sposóbJednajże wtedy nie zawszewłaśnie się tworzy fikcję (plotki)Masz odwagę nazwać mnie plotkarzem a brakuje Ci jej by odnieść się do mojej odpowiedzi?robi się śmiesznie,jak się pisze nie wiedząc nawet, co się pisze.
Pozdrawiam:)
PS.
Trochę mi ta sytuacja przypomina kundla z sąsiedztwa.
Jak wpadnie, to poszczeka, pojazgocze trochę i pójdzie.
Gdy od razu zareaguję choćby staropolskim "do budy!", to podkuli swój kundli ogon po dupę i spieprza w podskokach, zaraz wraca i udaje, że mnie nie ma albo merda ogonem jakby nic się nie stało.![]()
Ostatnio edytowane przez vm2301 ; 12-07-2009 o 11:23
Witam z opóźnieniem bo wróciłam z Rumunii.
Bardzo dobrze znam dr_Tusię, jej męża Żyrafa i synka Jasia (to "Harnasie", a miałam przyjemność prowadzić obozy kursowe, kiedy Tusia i Żyraf byli jeszcze na kursie).
W podlinkowanej wypowiedzi mowa była nie o wędrowaniu z 5-tygodniowym dzieckiem zimą po górach, ale o przyjeździe z dzieckiem do chatki która jest 40 min. pieszo od cywilizacji, a na miejscu jest kilkanaście zaprzyjaźnionych osób dysponujących samochodami. Więc jest to całkiem co innego niz piesza wędrówka.
Sama zresztą też byłam na owych "Mikołajkach" i pamiętam malutkiego wtedy Jasia, który obecnie ma już 2,5 roku i faktycznie jest zdrowym i pogodnym dzieckiem.
Warunkiem wyjazdu z małym dzieckiem jest doskonała organizacja, jak również w chodzeniu po górach - znajomość terenu.
Tusia i Żyraf są przewodnikami górskimi i w życiu nie wpadli by na pomysł pytania na forum "gdzie się tu wybrać z dzieckiem ?" gdyż oni po prostu to wiedzą.
Jak ktoś zadaje takie pytania na forum, już samo z siebie jest to dla mnie podejrzane i wtedy ja bym raczej odradzała mu wypady z dzieckiem.
Ja też jeździłam w góry z dzieckiem od mniej więcej 6 miesiąca życia, ale powtarzam do znudzenia, ze to były wyprawy dla niego, ewentualnie dla nich a nie dla mnie.
Co do biegów na orientację - o ileż większa, no po prostu nieporównywalnie większa była moja satysfakcja, kiedy moi chłopcy jako 4 i 9-latek wzięli samodzielnie udział w biegach na orientację organizowanych w Lasku Kochłowickim przez "Gazetę Wyborczą", uczyli się posługiwania mapą terenu i zajęli w biegach "rodzinnych" pierwsze miejsce wygrywając z 10-12 latkami (wygrali wtedy zestaw "Lego", i nawet napisała o tym "Gazeta Wyborcza" i było zdjęcie ich obu).
Maciek 4-latek biegł razem ze mną ale sam wybierał trasę na mapie, Michał - 9-latek - całkiem samodzielnie.
Satysfakcję miałam niesamowitą i ja i oni.
A dziecko w nosidełkach niesione na biegu na orientację nie będzie miało z tego żadnej satysfakcji.
Pozdrowienia
Basia
A mnie to przypomina Kundla ,który podlewa i podnosi łapę na każdy
napotkany po drodze płot,a jak się "zareaguje po staropolsku" to nawet się z... na własnym podwórku i dalej merda ogonkiem bez zrozumienia.
ps.przepraszam Pozostałych Czytających za to pisanie ,ale zostałem sprowokowany.
Ostatnio edytowane przez joorg ; 12-07-2009 o 15:04
"dosyć często rozważam co jest warte me życie?...tam na dole zostało wszystko to co cię męczy ,patrząc z góry w około - świat wydaje się lepszy.."
Pozdrawiam Janusz
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)