Ludzie... to Bieszczady, kraina ludzi wolnych, a nie zniewolonych konwenansem "jak to należy z dzieckiem, czego nie wolno, a co można dziecku.."
Sam ze swoją 0,5roczną córką startowałem w zawodach na orientację, a gdy miała 1roczek to już w zimowych nocnych zawodach
Ja również starałem się by od małego moje dzieci spędzały czas na wolnym powietrzu, również w górach.

Ale ... kiedyś w te pędy odstawiałem osobę dorosła po ukąszeniu osy, wcześniej nie wiedziała o groźnym dla życia uczuleniu na jad. gdyby nie to, że byliśmy w pobliżu auta dojechaliśmy na czas.
Nikt nie wie, czy dziecko nie zareaguje równie wrażliwie.

Pędziłem kiedyś do Leska, gdy nie mogliśmy powstrzymać wymiotów, a innym razem nagłej gorączki.
Nikt nie wie jak groźne mogą być skutki dla 6-miesięcznego dziecka...bo kilkuletnie już są silniejsze.

Zdarzało mi się, również z "dobytkiem" przed burzą spieprzać i kompletnie przemoczeni i zziębnięci wracaliśmy przez ponad 2 godziny do auta.
Nikt nie wie, czy dla 6-miesięcznego dziecka takie termiczne ekstremum nie skutkowało by chorobą.

Dlatego sugerowałem, by idąc na spacer na łono natury być mimo wszystko
"w zasięgu" cywilizacji, gdyby z nagłej interwencji lekarza potrzeba było skorzystać.

Dlaczego lepiej na zimne dmuchać ojcu tłumaczyć chyba nie muszę.

A dlaczego bez problemu mogłem zrezygnować z własnych "ciągotek" na rzecz większego bezpieczeństwa dziecka...chyba też nie muszę tłumaczyć?

Spędzajmy z dziećmi dużo czasu na powietrzu, ale to nie oznacza by w imię własnych planów (6-miesięcznego, czy 2-3letniego dziecka nie rajcują kilkugodzinne spacery, nawet w nosidełku) podejmować ryzyko choćby tylko poważnego dyskomfortu 6-miesięcznego malca.

A pytanie dotyczyło "szlaków ze szczytowaniem", a to w przypadku "bagażu" może oznaczać nawet kilka godzin marszu...z dala od możliwości schronienia się, czy uzyskania pomocy...no chyba, że lot helikopterem planujemy.

Dlatego nadal będę sugerował, by nie uszczęśliwiać dzieci na siłę - ich rajcuje nawet 5-godzin zabawy w krzakach, lesie, placu zabaw, nad strumykiem...ale nie kilka godzin marszu, jazdy na plecach ojca, czy w nosidełku.
Nie ma sensu wyruszać na tak długi marsz.

A dbanie o bezpieczeństwo głupim pomysłem nie jest.


Dlatego Malo zwróć uwagę, że nikt tu nie pisze o tym, by z wyjazdu w Bieszczady z dzieckiem zrezygnować albo po przyjeździe kwatery nie opuszczać, tylko, by rozsądnie spacer zaplanować.
Zresztą sam sugerujesz takie a nie inne opcje nie bez powodu chyba?

Pozdrawiam:)