Ło jezuuu.. No po waszych zdaniach zaczynam się czuć jakby dziecko było barierą zaporową dla jakiegokolwiek ambitniejszego życia.

Cytat Zamieszczone przez vm2301 Zobacz posta
Malo, gdybyśmy rozmawiali o 2-3 latku, to moja opinia była nieco inna.
A moja nie. (oczywiście nieco inaczej się przygotować, ale kierunek nadal ten sam)

Cytat Zamieszczone przez vm2301 Zobacz posta
Jakie Ty atrakcje w kilkugodzinnym marszu dla 6-miesięcznego dziecka widzisz?
Takie jakie mu Ty, ja, lub ktokolwiek inny będzie w stanie ukazać. Dziecko jest tak chłonne poznawania świata, że wielu z nas chyba sobie z tego nie zdaje sprawy. Atrakcją może być niemal każda rzecz, którą masz wokół siebie, także na szlaku turystycznym. Otwórz szerzej oczy i spójrz w bok..chyba rozumiesz o czym mówię. Przykład podała Buba (post:21-06-2009, 09:29). Dziecko co prawda ma inną optykę patrzenia, ale nie jest z innej planety nazywanej wyłącznie "piaskownica".

Cytat Zamieszczone przez vm2301 Zobacz posta
Gdybyś uważnie czytał dyskusję, to byś zauważył, że doradzałem w sumie to samo, co Ty tu: (...)
Jako alternatywę dla kilkugodzinnego marszu bez możliwości szybkiego dotarcia do węzłów komunikacyjnych, czy miejscowości
Chyba nie calkiem doradzaliśmy to samego. Jeśli dobrze odczytałem Ty proponujesz to jako zamiennik, a ja jako ewentualną ostateczność.

Cytat Zamieszczone przez vm2301 Zobacz posta
Co do kwestii niebezpieczeństw, to nie trzymam swoich dzieci pod kloszem "od małego" chodzą ze mną po górach.
Gratuluję, popieram i chylę nisko czoła takiemu rodzicowi.

Cytat Zamieszczone przez vm2301 Zobacz posta
Niebezpieczeństw ewentualnych jesteś świadom, więc tłumaczyć chyba nie muszę, to , że są dużo poważniejsze dla półrocznego dziecka niż dla kilkulatka chyba też nie zaprzeczysz.
Z obserwacji wiem, że kilkulatek łatwiej zniesie trudy wędrówki, czy niedogodności wynikające ze złych warunków atmosferycznych.
Zaprzeczę tej generalizacji. To są inne niebezpieczeństwa i wcale nie można powiedzieć że w przypadku starszego dziecka trudności są mniejsze. No bo na przykład jeśli uwzględnimy, że starsze dziecko umie wyrazić swe zdanie i stanie okoniem w połowie trasy to co..? (6-miesięczne dziecko tego nie zrobi). Stara maksyma mówi: małe dzieci - mały kłopot, większe dzieci - większy kłopot. Jednocześnie nie podważam obserwacji którą podałeś, ale w kwestii generalizacji pozostanę przy odmiennym zdaniu.

Cytat Zamieszczone przez vm2301 Zobacz posta
Tak więc wolałem zapewnić dobrą zabawę z ojcem i matką szkrabom podczas wypadu do ogrodu, lasu, na łąkę nad strumyk, w baseniku, piaskownicy, potrafiąc zrezygnować z kilkugodzinnego marszu w 35 stopniowym upale, bo tak ja lubię, chcę udowodnić jaki to ze mnie chojrak albo jakie te moje dzieci twarde i cool są.
Myślę, że autor wątku i rodzic w jednej osobie sam by nie wyszedł przy 35 stopniowym upale. Natomiast z własnej obserwacji wiem, że dzieciaki naprawdę bywają twarde i my jako rodzice często z trudem za nimi nadążamy (to wynika ze zmienającej się z wiekeim egzogeniczności w endogeniczność, czyt: nadmiar energii u dzieci). Ale spoko, pamiętam że dzieci nie mają takiej wydolności jak dorosły. Jednak co do naturalnej odporności już bym polemizował.

Cytat Zamieszczone przez vm2301 Zobacz posta
Po prostu uważam, że dzieciom doświadczenia należy stopniować. A 6-miesięczne dziecko nie musi koniecznie dorównywać wytrzymałością starszym o kilka lat.
Tak, jeśli chodzi o wykonywany przez same dzieci wysiłek. Dokonałeś tu jednak nieuzasadnionego skrótu sugerując, że chciałbym przegonić 6-miesięczniaka na własnych nogach. A jeśli dobrze przyjrzysz się szczegółom to z 6-miesięcznym można zrobić dłuższą trasę (w nosidełku, a na nogach rodzica) niż z 6-latkiem (na jego -dziecka- własnych nogach).

Cytat Zamieszczone przez Marcowy Zobacz posta
Ja to widzę tak: ludzie chcą jechać w Bieszczady, ale nie mają doświadczenia, więc pytają o różne rzeczy na forum. Podkreślam: NIE MAJĄ DOŚWIADCZENIA, więc doradzanie w takich przypadkach to spora odpowiedzialność. Ci, co mają doświadczenie (albo ułańską fantazję), nie zapytają, bo już wiedzą. Albo myślą, że wiedzą.
Autor wątku napisał (post z 21-06-2009, 21:02) że zaliczył rejon 4 tatrzańskich dolin, więc stwierdzenie "NIE MAJĄ DOŚWIADCZENIA" jest chyba nieco nieuzasadnione. Po prostu tylko nie znał jeszcze Bieszczadów (to jeszcze nie to samo co brak doświadczenia).

Cytat Zamieszczone przez Marcowy Zobacz posta
Jasne, każdy wózek i każde dziecko można wnieść wszędzie. To fizycznie wykonalne. Ale - ponawiam pytanie - po co?!
Każdy sam określa cel dla siebie, i dla osób które są pod jego opieką. Nie ingerujmy i nie odmawiajmy sensu w sposobie sprawowania tzw. władzy rodzicielskiej, jeśli ktoś nie ma poważnych podejrzeń że dzieje się komuś krzywda. A ja takowej nie dostrzegam w slowach autora wątku.

Cytat Zamieszczone przez Marcowy Zobacz posta
Z ciekawości - co znaczy "startowałem z półroczną córką"? W jaki sposób ją transportowałeś?
Gdy miała 0,5 roku - w nosidełku dla pozycji leżącej (takie wyjmowane z wózka, starsze typy wózków miały wygodniejsze wyjmowane nosidełka, niż te współczesne twarde plastikowe nośniki).
Gdy miała 1 rok - w nosidełku na brzuchu.

Cytat Zamieszczone przez Recon1 Zobacz posta
Moim celem jest bym dbał o jego zdrowie, o jego psychikę, o częsty z nim kontakt, ostrzegał go i uczył widzieć dobro i zło, poświęcę wszystko na jego edukację i na spędzenie z nim tyle czasu kiedy tylko będzie chciał.
Najbardziej podkreślam to ostatnie: "spędzenie z nim tyle czasu kiedy tylko będzie chciał" - bo myślę, że to jest cały klucz do wychowania dziecka. Jeśli da się dziecku tyle wsparcia, ile będzie potrzebowało to uważam, że naprawdę wiele będzie potrafiło i wiele nauczy się znosić. I drugorzędne tu będzie czy wychowasz je w piaskownicy, czy na szlaku turystycznym, czy w warsztacie samochodowym pod okiem taty mechanika.

Cytat Zamieszczone przez Recon1 Zobacz posta
Stosując metodę, że dziecko nie jest najwyższym dobrem, z mety spychamy go podrzędnej roli. To czasami już widać zanim się urodzi!
Niecałkiem.
Myślę że najważniejsze nie jest uczynić z dziecka najwyższe dobro (bo to niekiedy zaczyna doprowadzać do podkloszowego wychowania), lecz by potrafić połączyć jak najwięcej dóbr w jednym życiu, którym dysponujemy. Harmonia.

Cytat Zamieszczone przez vm2301 Zobacz posta
Sądzisz, że Malo zabrał roczne dziecko na zimowe nocne biegi na orientacje, bo biedakowi opiekunka uciekła?
Primo: proszę nie przekształcaj obrazu mych słów, bo zaczyna się czynić nieprawda. Nie napisałem "biegi" lecz "zawody" (co uściślając znaczyło "turystyczne marsze na orientację").
Secundo: opiekunka mi nie uciekła, bo opiekunka (czyt: mama dziecka) także brała udział w tych zawodach:]

(z góry przepraszam jeśli dalej nie dam rady kontynuować dyskusji, lecz aktualnie korzystam z netu bardzo wyjątkowo..co też bardzo długi okres mnie tu nie było)