@Bubo
A mogłabyś i mieć, na zdrowieKażdy ma prawo do własnego zdania przecież.
Ten wspominany wszem i wobec instynkt właśnie pozwala ocenić na ile można sobie w danej chwili z danym dzieckiem pozwolić.
jednak ja ripostowałem posty, które nijak o żadnym instynkcie nie wspominały, a jedynie sugerowały, że nie ma sensu sobie w imię bezpieczeństwa dziecka czegokolwiek odmawiać.
Przykłady Twoje są dla mnie hardcorem, to więzienie dziecka, które notabene nie przynosi żadnych korzyści dla szeroko rozumianej kondycji dziecka, zarówno fizycznej, jak i psychicznej.
Wyjazd łykendowy, czy wakacyjny z bobasem, nawet 1-2 miesięcznym, jeśli nie ma przeciwwskazań, jest moim zdaniem OK.
Osobiście zalinkowane wspomnienia łażenia z 5 tygodniowym dzieckiem po górach zimą (mam na myśli uprawianie turystyki górskiej zimą, a nie sam wyjazd gdziekolwiek) za przesadę. W przypadku niemowlęcia, które ledwie sie urodziło istnieje moim zdaniem zbyt wiele zagrożeń, więc dla dobra dziecka należało by z planów zrezygnować.
5 tygodni to zbyt krótki czas by jakimkolwiek akceptowalnym prawdopodobieństwem mieć przekonanie, że nic na pewno dziecku nie grozi.
A w przypadku takiego oseska zwykłe przeziębienie może miec skutki po stokroc gorsze niż w przypadku np. 2-latka.
Twierdzenie, że "na pewno nic się nie stanie, bo ja to wiem i już" uważam za dalece nieodpowiedzialne.
Poza tym mówimy o wypadach rodzinnych, które maja być wspominane z przyjemnością, mówimy o spędzaniu czasu wspólnie, dla przyjemności wszystkich, a ryzyko (poza tym standardowym, którego uniknąć się nie da) powinno być wyeliminowane lub ograniczone do minimum.
Obruszam się w takich sytuacjach, bo z doświadczenia zawodowego a i własnego jako rodzica wiem, że niespodziewane zupełnie pogorszenie stanu zdrowia jest możliwe...nawet jeśli wcześniej nie obserwowałem żadnych przesłanek, by się o samopoczucie dziecka obawiać. Wiem jak groźna może być reakcja organizmu dziecka na infekcje, zakażenia itp...szczególnie malutkiego.
Popatrzeć wystarczy na statystyki dotyczące powikłań po grypie, co nie oznacza oczywiście, by przed grypą się chować w domu i nosa z niego nie wyściubiać, a jedynie by jej nie bagatelizować.
Dlatego moim zdaniem nie warto niepotrzebnie ryzykować i serwować oseskowi ekstremy, bo przecież ma czas by takowej posmakować.
Inną sprawą jest to, że gdy w dyskusji o bezpieczeństwie dziecka słyszę argument typu: "w dlaczego mam sobie tego odmawiać", "dziecko mi życia nie zastąpi", to scyzoryk mi się w kieszeni otwiera
Chyba Reckon ma rację, by skończyć ten temat, bo udowodnić się swoich argumentów tu nie da, a klepac w koło macieju tyż sensu nie ma.
Pozdrawiam:)


Każdy ma prawo do własnego zdania przecież.
Odpowiedz z cytatem