Wiesz Alu, dla mnie każda wyprawa z dzieckiem to też niewiadoma co do chęci dziecka. Zdaję sobię sprawę, że każdy z nas patrzy na świat inaczej, a co dopiero gdy dołożymy jeszcze różnicę wieku. Przyznam też, że turystyczne (i nie tylko) praktykowanie z nią było od samego urodzenia a nawet jeszcze wcześniej zanim się urodziła (czyli w brzuchu mamy) to miała takie akcje turystyczne a właściwie extremalne (za chętnym udziałem mamy oczywiście) że... co tu gadać.
Więc zawsze się obawiam czy kolejnym razem jeszcze nasze obojga kroki będą równie ochocze. Gdy wyjeżdżałem z córką, to też wcale nie miała za bardzo ochoty jechać w góry, wolała zostać i bawić się z kuzynką. Ale drogą negocjacji krok po kroku przekonałem.. a może raczej należy napisać -namówiłem- ja do wyjazdu (bo przekonana to raczej na początku nie była). Myślę że te negocjacje na początku wiele dały - dziecko gdy na początku widzi że jest powaznie traktowane, że dla niego się czasem nawet odstąpi od tego co nasz rozsądny umysł zamyśli - to później idzie już lepiej.
Ale te momenty.. gdy siedzieliśmy razem w górskiej chatce, paliliśmy na wieczór drewno w kominku (czego w mieście raczej nie zrobimy) i będąc sam na sam uruchamialiśmy wyobraźnię mówiąc sobie co widzimy w płomieniach - warto było namówić do tych chwil.
Ja pamiętam czego nie lubiłem gdy gdzieś "ciągali" mnie rodzice - tego staram się unikać, a konkretnie mówiąc to wsłuchiwać w tę część którą na wyprawie postuluje moja córka. I gdy jej się nuży i pyta "Czy długo jeszcze?" - to nie okłamuję i nie mówię "Niedługo".. bo to chyba taka fałszywa zachęta, która nie rozwija cierpliwości w małym człowieku, a w konsekwencji i zadowolenia. Tym bardziej że wyzwaniem było już dojechanie (12godz w foteliku samochodowym to przecież nie frajda, tłumaczyłem jej jakie etapy drogi mamy by dojechać) a jednak podróż "do" znieśliśmy dzielnie.
Może niektórzy się tu krzywią, że rodzic spełnia swe plany kosztem dziecka (ciągania jego po górach) ale chyba o to chodzi, żeby dobrze bawić się w dawne marzenia to wtedy odnajduje się w sobie takie dziecko któremu łatwiej dogadać się z tym kolejnym małym dzieckiem.
I nie wszystko opiszę co robiłem z córką, bo gdyby mama to przeczytała to ojojoj... A były tam takie pomysły córki, na które sam bym się chyba nie odważył :]


Odpowiedz z cytatem