Tak coś mi się przypomniało odnośnie miejsc stojących i firmy Ryanair...
Ranny lot z Warszawy do Amsterdamu, długie oczekiwanie na lotnisku Schiphol na przesiadkę. Lecę z kilkoma osobami z mej firmy. Przesiadka się przedłuża więc należy nam się darmowy posiłek, odbieramy czeki i kupujemy jakiś tam posiłek... nie widać by to inni robili. Lotnisko ogromne, jak zresztą kilka na zachodzie. Wreszcie możemy się ustawiać do odprawy. Wszyscy chcą się szybko dostać na pokład i zająć swoje miejsca, tak jakby mogło ich zabraknąć. Boją się firmy Ryanair? Spokojnie przepuszczam ludzi, przecież każdy ma swoje miejsce zapisane na bilecie. Ludzie z firmy też patrzą czemu się ociągam. Wchodzę prawie ostatni i staję od razu przy ostatnim miejscu po lewej stronie, jest wolne. Siadam na nie swoim miejscu, wołają mnie żebym przyszedł. Gestem uspakajam, że jest OK. Teraz czekam, co na to stewardesa... sprawdza bilet... spoko jest OK. W samolocie full ludzi, tylko ja mam podwójną miejscówkę i ten kolega z firmy. Mamy też dodatkowy koc i poduszkę. Można, z pewną niewygodą leżeć i nawet spać. Lot trwa 10 godzin a po kilku godzinach siedzenia można świra dostać. Marzy się o chodzeniu i wyciągnięciu, no chociaż o wstaniu. Po bokach są podwójne, ale w środku są aż cztery miejscówki i to dość tłoczne, tam jest najgorzej. Wracając robię podobny manewr i z tym samym skutkiem.
Bardzo dobrze, że są miejscówki... bo przy innej opcji bym zapewne manewru tego nie mógł zastosować, a może bym musiał nawet 10 godzin stać