Jako, że do grani już było niedaleko poczłapałem dalej, przez liście dalszych widoczków wypatrując (fot. 11, 12). Jeszcze tylko polanka i obelisk (fot. 13) co szczyt wieńczy. W dół było prościej, obrawszy właściwy kierunek sturlałem się (fot.14), by po jakimś czasie odnaleźć ścieżkę z zielonymi paskami na drzewach (fot.15) Zackniło mi się…, idę szlakiem ale brak śladów, że ktoś nim szedł przez ostatnich kilka dni. Nie żebym innym żałował, ale rozdeptane autostrady jakoś mi się nie podobają. Dochodzę przez polankę (fot.16) do stokówki i w lewo idę, nieświadomy, że kilkadziesiąt kroków w prawo znajduje się pole pysznych poziomek...
Na szczęście dobrzy ludzie przyprowadzili na te poziomki dnia następnego, ale to już zupełnie inna historia.


Odpowiedz z cytatem