Skodusia 3 razy (2008-2009) , ładusią gdzies z 5 razy (w latach 2000-2004), tavria na ukrainskich blachach z kilkanascie, ale to ostatnie moze sie nie liczyno ale raczej byly to niezbyt dalekie wyprawy (najdalej to do kamienca podolskiego), bo dalej np.na krym sie autem jak na razie nie wypuszczalam.
No i z miejscowa milicja mialam przyjemnosc jedynie pare razy rutynowych kontroli, czepiac sie jakos na szczescie nigdy nie czepiali ale tez mocno sie zawsze staralismy nie łamac przepisow i jak trzeba to jechac 30km/h za ciezarowka jak zakaz wyprzedzaniaRaz nas tylko milicjanci mocno pouczyli zeby umyc tablice rejestracyjne bo jak dalej beda tak wygladac to oni dadza znac kumplom stojacym dalej zeby nas zgarneli
przez sympatie do elektriczek, plackartnego zycia wagonowego, terenowych marszrutek, GRUZAWIKOW, i innego lokalnego transportu, sympatie ktora istniala zawsze a w ostatnim roku mocno sie spotegowala to my chyba niepredko na ukraine autem pojedziemy!
jadac autem troche oglada sie swiat jak w telewizorze, nie ma sie takiego namacalnego kontaktu z rzeczywistoscia jak podrozujac zapchana marszrutka z koza na kolanachno chyba ze sie auto rozpadnie na czesci pierwsze to wtedy sie dostaje bonus za wszystkie czasy braku kontaktu z lokalnym swiatem
bo owa osmoloda jako jedyna z samochodowych wypraw doczekala sie relacji![]()



no ale raczej byly to niezbyt dalekie wyprawy (najdalej to do kamienca podolskiego), bo dalej np.na krym sie autem jak na razie nie wypuszczalam.
Odpowiedz z cytatem