Hej, zimno i biało lecz na narty jeszcze za mało biało.
Podobnie jak don Enrico ruszył do Wenecji czy Kanady, marcins goni za roślinkami tak i ja wsiadłem na rower.
Pojechałem po nową-starą bajkę o górach. Wcześniej jakoś chęci nie stało.
Niestety bajka nie jest dla każdego bo niewielu strawi nieformatowany słowotok o plątaninie 1800km sinusoid
góra - z góry- dół -pod górę- góra -z góry- ... dół ... jak to w górach.
aaa tak sobie zaczęłam dzisiaj czytać - przekonana, że szybko się znudzę - bo i nazwy mi obce i ekstrema na rowerze równiez ale....no naprawdę Panie Paszczaku - fajnie się czytaładny styl i opowieść naprawdę barwna i ciekawa - chyba jesteś dobrym obserwatorem a na dodatek umiesz opisać to co widziałeś. Jestem na siódmym dniu więc w połowie ale moze dzisiaj skończę. Dla mnie taka podróż to trochę gatunek sf (przejechanie ponad 100 km dziennie rowerem jest dla mnie jak podróż na ksieżyc) ale paszczakowe "ogniste rydwany" POLECAM wszystkim.
![]()
Hyh, z mej właśnie znudy te ostatnie wybryki.
Ale podziwu godne jest Twe poświęcenie! :)
Jeszcze nie wystrugałem bajki o górach skandynawskich, tam nazwy swojskie...nazwy mi obce
I dla mnie taka ona bowiem już gdybamy "gdzie teraz?"taka podróż to trochę gatunek sf
Strasznie to odległe i nierealne, aż trudno na tyle się skupić by na mapie celownik ustabilizować.
Rower chyba ku północy zaś ciąży, plecak-gdzieś na wschód.
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)