Naszą ulubioną, narodową postawą w historycznej dyskusji jest, w pozie Katona Starszego rozdzielanie win między inne narody. Nasze własne winy dosyć łatwo sobie wybaczamy, bo …, to w odwecie, bo w imię sprawiedliwości, bo w walce o niepodległość lub w obronie tejże.

Czy tego chcemy, czy nie, historia od dawna związała naród ukraiński i polski. Nie bez powodu była to największa z mniejszości narodowych w czasach II RP. Przez całe wieki trzy narody, Polacy, Ukraińcy i Żydzi, wspólnie zamieszkiwali wschodnie rubieże, przy czym, o ile naród żydowski organicznie nie jest zdolny do asymilacji (co moim zdaniem stanowi główną praprzyczynę światowego antysemityzmu) o tyle dwa pozostałe przejmowały wzajemnie kulturę i zwyczaje.

A tak przy okazji: wzajemne przenikanie się kultury i zwyczajów polsko-ukraińskich to ciekawy temat na odrębny wątek w historii Bieszczadów.

Czy należy się dziwić, że elity narodowe Ukrainy nigdy nie wyrzekły się marzeń o własnej państwowości?. A niby dlaczego miały się wyrzec. Tak jak Polacy, którzy przez wiele pokoleń walczyli o odzyskanie państwowości, tak i Ukraińcy wykorzystali pierwszą nadarzającą się okazję do realizacji własnych dążeń. Stawiając początkowo na protektorat III Rzeszy, a następnie wobec stanowczej odmowy Hitlera, na rychły konflikt Rosji z zachodem i trzecią wojnę – uznali, że jedyną skuteczną formą będzie zbrojne wywalczenie sobie tej niepodległości. Określając granice terytorialne przyszłej samostijnej Ukrainy uznali, że mają one w naturalny sposób obejmować tereny historycznie zamieszkałe przez naród ukraiński.

Ja wiem, że gdzieś w naturze mamy głęboko zakorzenioną potrzebę przeczołgania grzesznika, że nie odczujemy wystarczającej, katolickiej satysfakcji, póki grzesznik nie pokaja się stukrotnie, a wtedy owszem… być może … a i tak nie do końca.
Potrzeba żalu za grzechy, zwłaszcza wyrażanego żarliwie przez innych, jest w nas głęboka .... W tym chorym oczekiwaniu bezwarunkowej ekspiacji, nie bierzemy jednak pod uwagę tego, że każdy naród ma swoją dumę. Czego więc dzisiaj możemy oczekiwać od Ukraińców. Zbiorowych przeprosin za zbrodnie UPA na narodzie polskim?. Kryterium zbiorowej odpowiedzialności w stosunkach między narodami jest nie do przyjęcia. Zbrodniarzy trzeba ścigać z całą bezwzględnością, ale nie można całego narodu, zbiorowo, obarczyć taką winą – bo odwołując się do cech właściwych dla każdej wspólnoty, znajdzie tysiąc argumentów w obronie własnej godności i w końcu odrzuci oskarżenie w całości.

Tak jak Rosja nigdy nie uzna własnej winy w odniesieniu do zbrodni Katyńskiej, tak i my sami nie potrafimy się pogodzić z Jedwabnem. A ileż było przebierania nóżkami, ile naprędce tworzonych teorii najpierw o niemieckich sprawcach, później już tylko o zewnętrznych podżegaczach i inspiratorach. Prawda, że to trudne?, no i psuje nasze dobre samopoczucie i głęboko utrwalone wyobrażenie o polakach jako narodzie wielkim, sprawiedliwym jeno niedocenionym i ogólnie pokrzywdzonym.

Daleki jestem od prostych porównań, ale OUN-UPA miała przynajmniej w początkowym okresie jakieś polityczne cele. Może nierealne, może wydumane – ale przynajmniej w początkowym okresie była to walka o własne, niepodległe państwo. Owszem, obrane przez nią zbrodnicze METODY należy w całości potępić, ale czy możemy odmówić im prawa do walki o własne państwo ?.
A jakież to wielkie polityczne cele przyświecały naszym kochanym rodakom w Jedwabnem, kiedy poszli zbiorowo rabować, palić i rozbijać Żydom czaszki żeliwnymi klockami hamulcowymi na stacjach kolejowych w kieleckim? – hmmm…… pierzyny i poduszki, meble i inne stare pożydowskie graty?, w najlepszym przypadku trochę biżuterii i parę dolarów?.

Oczekiwanie zbiorowego pokajanie się utrudnia, o ile nawet nie uniemożliwia dalszy dialog i porozumienie. Dziś dla Polski mniejszym zagrożeniem jest odradzający się ukraiński czy niemiecki nacjonalizm, a o wiele bardziej niepokojące wydaje się polityczne i gospodarcze zbliżenie niemiecko-rosyjskie, czy rosyjsko-ukraińskie. Wspólne niemiecko-rosyjskie przedsięwzięcia gospodarcze, czy uzależnienie polski od rosyjskich surowców energetycznych, są daleko bardziej groźne dla nas niż cały ukraiński nacjonalizm. Przyszła, nowoczesna wojna, będzie wojną o dostęp do surowców naturalnych, i rozegra się na rynkach finansowych. O tym trzeba dziś myśleć. A my ciągle tkwimy jedną nogą w historii, i wygrażamy całemu światu malutką szabelką.

A w stosunkach ze wschodnim sąsiadem, raczej starajmy się wspierać dążenia proeuropejskie Ukrainy, niż wskrzeszać demony przeszłości. We wzajemnych stosunkach polsko-ukraińskich nie spodziewam się przełomu. Ale Ukraina włączona w struktury UE będzie krajem bardziej przewidywalnym. Będzie też sama bardziej dbać o własny wizerunek, a to z pewnością osłabi wpływy środowisk nacjonalistycznych.