rano budzi nas deszcz...nie, nie deszcz stukajacy w sciany namiotu..deszcz w namiocie... mokro!!! okazuje sie ze jedna sciana cala przemaka bo wyrwalo odciag.. wylazimy na mokry swiat i idziemy obejrzec nasze autko.. za dnia wyglada to jeszcze gorzej.. cala skrzynia biegow sie urwala, urwala sie tez os od kola i caly silnik przez to opadl w dol i tak dziwnie wisi.. nawet holowac tego sie nie da bo czochra silnikiem o ziemie.. i jeszcze jest niedziela..



a widac juz stad gory...



coz, decydujemy sie wyruszyc pieszo w kierunku przeciwnym do osmolody..grzes musi juz dzis wracac bo jutro do pracy a my moze znajdziemy jakiegos mechanika.. droga mija nam na rozmyslaniach co zrobimy jak nikt nie podejmie sie skodusi naprawic..ciagnac na sznurku do polski?? utopic w rzecze?? zglosic ze ukradli?? jak nas puszcza na granicy jak mamy wbite ze wjechalismy autem?? jak nic nas zamkna zesmy auto zhandlowali!!
w pierwszej mijanej wiosce o nazwie hrynkiw odnajdujemy dom mechanika witji, ale niestety pojechal do iwanofrankiwska i wroci wieczorem..drugi wioskowy mechanik jest na miejscu ale juz tak narabany z rana ze raczej nie pojedzie obejrzec nam autka..idziemy wiec dalej i dalej.. w koncu w wiosce jaseń dowiadujemy sie ze tez jest mechanik- walerka- syn pani sklepowej.. idziemy wiec do sklepu, babka dzwoni do walerki i jupi!! okazuje sie byc w domu, jest trzezwy i nawet decyduje sie obejrzec skodusie :) rozsiadamy sie w sklepiku, ja akura siadam pod lepem na muchy, ktore czasem spadaja na stol, przyklejaja sie do blatu i leza tak jakis czas jeszcze ruszajac nozkami.. obserwujac takie zjawiska probuje odnalezc w zakamarkach pamieci slowa potrzebne do rozmowy z mechanikiem: skrzynia biegow, os, holowac, silnik.. kurde, nie uzywa sie tego na wiekszosci wyjazdow..

po jakiejs pol godziny wpada walerka i juz za chwile mkniemy dziewiecdziesiatka jego nowiuskim szewroletem podstakujac na dziurach w strone naszej biednej skodusi.. a mysmy glupi jechali 30km/h i jeszcze starali sie te dziury omijac...po drodze opowiadam mu traumatyczna historie o skrzyni biegow co rozlupala sie na pol, silniku co prawie lezy na ziemii, rurach co hacza o asfalt itp.. walerka robi coraz bardziej okragle oczy i robi wrazenie jakby zaczynal zalowac ze sie zdecydowal nam pomoc

na miejscu walerka wsadza glowe do silnika i cos tam mruczy ze dobrze nie jest ale z tego co mowilam to myslal ze jest gorzej.. ale skrzynia biegow do wymiany,a tu ponoc o taka ciezko..dzwoni wiec do iwanofrankiwska, do kalusza czy tam takie maja lub moga sprowadzic ale nic sie nie udaje.. jakby to byla lada to by skrzyn biegow na pęczki.. ale jak przystalo na ukrainskiego mechanika mowi ze nie ma rzeczy nie do zrobienia i oni sprobuja :D ale w tym celu trzeba go doholowac te 15km do jasenia.. walerka wiec biegnie za rzeke przynosi spory kij do ktorego mozna przywiazac wiszacy gdzies nisko silnik,



z plotu urywa pęto drutu , podnosi silnik na podnosniku, przywiazuje drutem ,



jeszcze pare belek na podklad, jakis kamieni i juz mozemy jechac na sznurku do jego warsztatu :) aha, jeszcze wczesniej nam kaze wyzbierac do konca pogubione na ulicy srubki, ktore skrzetnie chowa do pudelka po fajkach..

jedziemy wiec sobie przez wioski, wszyscy ludzie wylegaja przed domy i maja niezle przedstawienie.. slychac komentarze w stylu "ej, turysty, widzicie na ukrainie trzeba jezdzic wolniej" czy "nie martwcie sie ,walerka wam pomoze".. ech...jak to dobrze ze oni nie wiedza o naszych kolach pompowanych na 2.2...

w jaseniu pod domem walerki juz zgromadzone pol wsi, kazdy chce zobaczyc co sie zepsulo, co za ludzie itp. Dogadujemy sie ze mamy wrocic po autko za pare dni a oni sprobuja zrobic co sie da..

Zatem decydujemy sie isc do osmolody, (ostatni autobus juz odjechal), ale walerka nie chce o tym slyszec jak mozna isc z plecakami tyle kilometrow, wiec organizuje nam saszke, ktory zawozi nas lada do osmolody. Rowniez zasuwa z predkoscia bliska setki, a z magnetofonu wlaczonego na max plyna rozne bardzo zyciowe piosenki : o kseni ktora zadawala sie ze wszystkimi chlopcami we wsi i zostala z dzieckiem na reku, o wani co kupil nowe auto, dwa dni je polerowal a trzeciego rozbil sie na drzewie i cala wies placze, o maszy ktora lamentuje ze ma juz 17 lat i nie ma zadnego kandydata na meza i chce sie utopic w rzece a stare babki jej doradzaja ze trzeba jeszcze poczekac i na kazdego przyjdzie czas.. i jeszcze jedna , taka spiewana na glosy przez dwuch ochryplych gosci, przepiekna, ale nic slow w zab zrozumiec nie moge..

w takich klimatach docieramy do osmolody..pogoda sie poprawia, widac gory, czyste niebo! idziemy jeszcze na troche do knajpki, na barszczyk, piwo i rybke,




a potem na dzikie pole namiotowe na skrzyzowaniu.


a jutro wreszcie goryyyyy!!!!!!!!!! :D