Oj żubrze. Piszesz o Sahryniu. To, co mówi na ten temat p. Zajączkowski, wygląda mi na "zmniejszanie rozmiarów klęski" - minimalizację niechlubnych dokonań naszych rodaków. Na zasadzie, że jak się przyznamy głośno do Sahrynia, a o reszcie będziemy milczeć, to Szychowicach, Bereściu czy Łasku nikt już nie wspomni. I że niby był to tylko odwet. Na pewno była wtedy w żołnierzach AK chęć odwetu, na pewno wygenerowały ją wydarzenia wołyńskie... Tyle że nie wierzę w ten posterunek sahryński jako zasadniczy i jedyny cel akcji, w sugerowany w ten sposób jej ograniczony zasięg, w przypadkowość faktycznej pacyfikacji wsi. Sahryń nie był jeden - w marcu 1944 poszło z dymem kilkanaście ukraińskich wsi, to była taka wyprzedzająca ofensywa AK na Zamojszczyźnie żeby opanować i oczyścić teren - zyskać bezpieczną odskocznię dla ustanowienia komunikacji ze Lwowem. Zginęło około 1000 Ukraińców.
Emi: to że jakieś zjawisko ma cechy innego zjawiska, nie oznacza od razu że jest tym drugim zjawiskiem.
Według Ciebie ludobójstwo jest wtedy i tylko wtedy, gdy stosowny rozkaz wyda dowództwo naczelne? Nikt poniżej? To co jest, gdy domaga się tego delegat rządu na powiat albo wydaje rozkaz powiatowy komendant AK?
I dlaczego podajesz maksymalną liczbę ofiar polskich, w zestawieniu z minimalną liczbą ofiar Ukraińców? 100-150 tys. ofiar po stronie polskiej - zgoda, ale liczbę ofiar ukraińskich szacuje się na 10-20 tysięcy. A to już nijak nie jest 10:1 czy więcej, jak piszesz wcześniej.
Co do czystki etnicznej - jeśli morduje się ludność cywilną zmierzając do usunięcia przedstawicieli jakiejś grupy etnicznej z danego terenu (wszystko jedno, czy morduje się z zasady wszystkich, czy tylko część, by zmusić resztę do ucieczki), to to jest czystka etniczna. Doszło do niej i na Wołyniu, i w zamojskiem. Pamiętaj, że cały czas nie chodzi mi o skalę, tylko o fakt.


Odpowiedz z cytatem