Niby nie na temat (chociaż pośrednio go na pewno dotyczy).
Tak się zastanawiam nad tym europejskim "zaczadzeniem" narodowym, datującym się chyba dopiero od 2-giej połowy XIX w.
Wcześniej obowiązywała lojalność wobec wspólnoty terytorialnej (najczęściej), jaką stanowiło dane państwo, ew. poczucie więzi stanowej, społeczno - ekonomicznej. No i niekiedy wspólnoty religijnej.
Ale narodowej ?
Pojęcia "naród" w dzisiejszym znaczeniu tego słowa rzadko używano. Naród najczęściej utożsamiano z państwem, były to wręcz synonimy.
Przez długiel lata po Unii Lubelskiej w Rzeczypospolitej obowiązywały w kancelarii królewskiej 2 języki urzędowe:
1) łacina - dla Korony (Polski),
2) ruski - dla Litwy.
I pomysleć, że było to państwo polsko - litewskie !
A na zachodzie Europy w tym czasie Niemcy tłukli się między sobą. I to w sposób wyniszczający, wyludniający całe obszary (wojny religijne).
Kto wie, czy za prekursora nacjonalizmu nie powinniśmy uznać ... Napoleona. On to bowiem pierwszy odszedł od idei państwa jako wspólnoty terytorialnej, ogłaszając się Cesarzem Francuzów (a nie Francji).
Ale jeszcze w epoce napoleońskiej Polacy lali się pomiedzy sobą. W 1809 r. korpus austriacki, w którym ok. 1/4 żołnierzy stanowili Polacy, najechał Księstwo Warszawskie. I pod Raszynem nasi bili się ze sobą, raczej nie uważając tego za walkę bratobójczą (dezercje były wyjątkowe).
Może za jakieś 100 lat moda na "naród" znów przeminie ?
.


Odpowiedz z cytatem