Akurat zawsze uważałem, że wieloetniczność jest dużo ciekawsza niż jednonarodowe, unitarne panstwo. Unia jest tworem arcyciekawym w tym przedmiocie jak dla mnie. Niestety w tej części Europy Rosjanie zastosowali remedium jakie uważali za stosowne - narodowe panstwo i mamy co mamy, czyli mamy jednonarodowe gospodarstwo, którego wcale nie chcieliśmy. Ale jak już mamy, to niestety ono może byc dalej chyba tylko jeszcze bardziej jednonarodowe. Moze wraz z liczbą lat spędzonych w Unii staniemy się bardziej wieloetniczni, ale to będzie wieloetniczność przepływowa, napływowa, odpływowa... Przypłyna, odpłyną... I kierunek - z zachodu, czyli odwrotnie. To co było najfajniejsze w I RP, do czego jeszcze dążono tworząc II RP to kilkuwiekowa wieloetnoczność zasiedziałych wspólnot. Piłsudski był patriotą wieloetnicznej I RP, a nie Polakiem. W końcu byl Litwinem z najstarszego na Litwie książęcego rodu. Mało kto chce o tym dziś pamiętać...
Ale przyszli Rosjanie, Niemcy, Ukraińcy i z wieloetniczności zostały strzępy. To jest niefajne. Dziś pogrobowcy OUN-UPA - likwidatorów wieloetniczności na życzenie Niemców - jeszcze to uważają za tytuł do chwały. W zasadzie wieloetniczność do pewnego stopnia zawsze była zwykłą częścią starych społeczeństw, widać to w Anglii, we Francji. To co teraz jest w środkowej Europie - naród zamknięty w klatce swoich granic, to w pełni nowożytna idea. I kto to wie jak długo jeszcze pożyje w Unii? Niemniej jednak po koszmarze II wojny św. Polacy przyjęli jednonarodowe państwo za swoje, 60 lat po wojnie mało kto zastanawia się, że Polska jednonarodowa istnieje tylko od 1947 roku...


Odpowiedz z cytatem