Trochę czasu minęło od ostatniej części, a więc tytułem zakończenia piszę co dalej nastąpiło. A więc tak. Cały czwartek lało. Rower prawie cały dzień przestał przypięty do płotu, a ja pojechałem do Sanoka odwiedzić znajomych, a wieczorem, nocą i rankiem imprezowałem, skutkiem czego w piątek też się nigdzie nie ruszyłem. Za to w piątek pojechałem na śniadanie do Wołosatego, a następnie na zakupy oscypkowe do bacówki poniżej Przełączy Wyżniańskiej i z powrotem. W niedzielę nadszedł powrotu czas, a w poniedziałek do roboty. Pozostał spory niedosyt, już myślę kiedy znowu zapakować rower do lub na samochód, jechać zdobywać bieszczadzkie drogi i bezdroża.
Mimo, że w sumie nie wykorzystałem całego dostępnego czasu i nie pojeździłem tyle co chciałem, to uważam, że było warto. Nie żałuję i z czystym sumieniem polecam taką formę spędzania czasu w Bieszczadach.


Odpowiedz z cytatem