Oczywiście. Każdego roku tam jestem. Po drodze tajemnicze miejsce borowikowe (giganty), maliny no i Dydiowa.
Wczesną wiosną, albo późną jesienią tak się dzieje, że nie ma tutaj nikogo. I tylko świerszcze grają koncert swój bieszczadzki.
Niestety czytam wpisy do zeszytu - księgi pamiątkowej tego miejsca i zadaję sobie pytanie - w jakim celu przyszli tutaj ci ludzie? Naszprycować się? Napić?
Jeszcze parę lat temu, za punkt honoru uważano wynieść śmieci pozostawione po sobie; dzisiaj - syf i malaria.
Ostatnio widziałam trzy samochody parkujące na początku trasy na Dydydiową. Zrezygnowałam z wędrówki dalszej. Nie moje klimaty.
Krajobraz owszem piękny, rozległy. Ale mimo wszystko - jeśli już jesteśmy w tamtych okolicach - polecam Łokieć. Trochę ciężko dojść, ale wrażenia niezapomniane.



Odpowiedz z cytatem