"Specjalistą" się nie czuję, co najwyżej całkiem zręcznie idzie mi naprawianie kamieni:):), ale coś tam wiem i chętnie się dzielę (lubię też kiedy inni, często wiedzący więcej), dzielą się) i zabiegałem zawsze o podawanie informacji rzetelnych, bo tak nakazuje przyzwoitość i tylko tak tworzy się rzeczy istotne, co powinno być zasadą każdej publikacji i w ogóle każdej pracy.

Współpracę z "Bieszczadami" polecam, przyzwoici ludzie, przyzwoity pomysł!

Przy okazji (jakoś tak mnie naszło): w "środowisku" człowiek pisząc bzdury naraża się na śmieszność, która zostanie szybko wykryta. Pisząc dla szerszego grona piszący bierze/powinien brać na siebie odpowiedzialność, która wzrasta wprost proporcjonalnie do ilości odbiorców. Zatem trzeba ważyć słowa, zwłaszcza tam gdzie brak miejsca na szczegółowe wyjaśnienia.
Podam taki przykład: niejaki Wsjewołod Karmazyn-Kakowski wydał był m.in. dwie pozycje o tytułach "Mystectwo łemkiws'kojj cerkwy", Rzym 1975 i "Mystectwo bojkiws'kj cerkwy", Nowy Jork - Filadelfia 1987, obie pozycje zawierają cenny materiał fotograficzny (pierwsza lepszy znacznie), tekst przemilczę, ale w obu tych pozycjach występują... te same cerkwie (sic!). Zatem na przykład cerkwie: w Smolniku nad Sanem, Równi, Lutowiskach czy Hoszowie są cerkwiami bojkowskimi i łemkowskimi!!! (że o licznie występujących w obu pozycjach cerkwiach z Pogórza Przemyskiego, a nawet Roztocza nie wspomnę...) . Powiem tak, nie wiem, co autor miał w głowie, ale nawet jeśli siano to sama zmiana tytułów pozwoliłaby nie wprowadzać tak gigantycznego zamieszania, bo bierze czytelnik obie te pozycje i dziwuje się jak to jest... (ten przykład przyszedł mi do głowy, kiedy pewien mój rozmówca powoływał się w dyskusji o cerkwiach na jedną z tych pozycji...)