O dreszcze przyprawił mnie artykuł w Polityce o Mazurach i ich szansach w tym tam konkursie na jeden z cudów...a jednocześnie opisy syfu jaki tam panuje.

Ja tam sobie myślę, że maksimum pojemności Bieszczady wykorzystują, a może nawet go przekraczają...przynajmniej jeśli założyć, że atutem i magnesem przyciągającym w te rejony jest przyroda, a nie atrakcje wielko-kurortowe.

Rozwijając nadmiernie infrastrukturę, jak to gminy chcą zrobić na Mazurach, a i pewnie w Bieszczadach też, tę przyrodę się zniszczy...a wtedy co będzie przyciągać?

We wspomnianym artykule wypowiedział się jeden z "lokalnych właścicieli small-businessu",

czyli straganu w Rucianem i powiada w imieniu 1.4 mln mieszkańców regionu -

zwierzęta nie mogą mieć lepiej od ludzi, to nas trzeba promować, a nie las
wytł. moje

Nawet będąc totalnym ignorantem w dziedzinie ochrony przyrody, nie rozumiejąc potrzeby jej ochrony, a jedynie patrząc na świat w perspektywy własnego biznesu, ten człowiek powinien wiedzieć, że ludzie przyjeżdżają tam dla lasu, a nie dla nich, choćby niesamowicie atrakcyjnych i fizycznie i duchowo właścicieli pensjonatów, straganów, czy knajp.
Niszcząc las zniszczą swój biznes...prędzej, czy później...