Pokaż wyniki od 91 do 100 z 134

Wątek: Zimowa ekspedycja 2010

Widok wątkowy

  1. #11

    Domyślnie Odp: Zimowa ekspedycja 2010

    Dzień 3, poniedziałek

    Noc była długa.
    Na przełęczy wiało jak cholera, drzewa trzeszczały, śnieg sypał.
    Obudziłem się o północy i nie mogłem zasnąć.
    Rozmyślałem o tym co dalej.
    Wstępnie postanawiam schodzić do Jabłonek, stamtąd mam większe prawdopodobieństwo dostania się jakimś pojazdem do Cisnej.
    Jeżeli Czapa i Diabeł schodzili wcześniej do Woli Michowej, to pewnie nad ranem już tam będą.
    Jednak ostateczną decyzję pozostawiam do rana.

    Obudziło mnie przenikliwe zimno, w dwie osoby jednak się lepiej śpi, jest zdecydowanie cieplej i można się pokopać
    Była chyba godzina 7. Próba dodzwonienia do Diabła nie powiodła się.
    Gotuję śniadanie, sprawdzam drogę z przełęczy na obie strony.
    Do Woli Michowej odśnieżona niczym aleja Marszałkowska, do Smolnika i do Jabłonek tylko dwie głębokie koleiny, ciężko się po nich idzie, dwie nogi się nie mieszczą.
    Pakuję się szybko i jeszcze raz dzwonię do Diabła.
    Ponownie nic.
    Decyduję się na zejście do Woli Michowej, jest wcześnie może dogonię resztę.
    Droga wije się po zboczach Działu, wszystko dookoła jest białe.
    Jest cudownie Zima jak marzenie.
    Na ostrym łuku po lewo widzę chatkę za drzewami. Drzwi nadal nie ma (info. dla Jabola)
    Nie widać, aby ktoś tam ostatnio zaglądał, nie ma żadnych śladów, a śniegu po pas.
    Chatka szybko zostaje w tyle. Gnam do przodu szukając śladów na każdej napotkanej stokówce schodzącej z Wysokiego Działu.
    Bez powodzenia. Wokół jedynie mnóstwo wilczych tropów.
    Jakaś wataha podążała przede mną, czasami doszukuje się śladów pięciu osobników.
    Poprzedniego dnia gdy docierałem samotnie do przełęczy również trafiałem na wilcze tropy, w zasadzie przez całą drogę, ale nigdy nie udało mi się wypatrzeć żadnego wilka.
    Chociaż zachowywałem się wyjątkowo cicho na postojach, pewnie za bardzo mnie było czuć

    Po drodze do Michowej mijam jeszcze parę zabudowań pracowników leśnych oraz kilka stokówek schodzących z Działu, którymi mogli potencjalnie schodzić moi przyjaciele.
    Niestety na żadnej nie odnajduję ich śladów.
    Prawie przed sama wsią telefon.
    Dzwoni Diabeł.
    Wczoraj schodzili do Woli, ale postanowili jednak wrócić na szlak i będą szli na przełęcz a potem do Woli Michowej.
    Czapa ma opuchnięte kolano, ale może iść. Nastroje ogólnie niezłe.
    Ok, myślę sobie, zejdę do wsi, zostawię swoje zabawki i wyjdę im na przeciw.
    Pomogę Czapie nieść plecak.
    Informuję towarzyszy o swoich planach.
    Odpowiedź Czapy jest oczywista: Absolutnie nie!!!
    OK, czyli nie jest jeszcze tak źle.

    Do sklepu w Woli docieram błyskawicznie.
    Już po 1,5h od startu z przełęczy siedzę na parapecie i delektuję się pecikiem.

    Mam trochę czasu, więc przerwa na piwko i małą integrację z miejscową ludnością
    Wchodzę do sklepu i na dzień dobry dostaję grzane piwo z pieca.
    Stawia Zdzicho (ten bez nogi).
    Nie pozostaję dłużny, stawiam następne.
    Zdzicho złapał smaka i już 6 pustych butelek stoi na ladzie.
    W między czasie telefonuję Czapa że są już na przełęczy i będą schodzić do Woli.
    Już południe, późno. Ale dzisiaj i tak tylko drogą do Cisnej.
    Daleko nie jest jakieś 15km, może uda się stopa złapać, ale ruch dzisiaj bardzo marny.
    Zdzicho słysząc nasze rozmowy telefoniczne postanawia organizować pomoc GOPR dla moich przyjaciół.
    Na bufecie pojawia się 0,5l czegoś mocniejszego.
    Muszę się szybko ewakuować ze sklepu, bo zaraz pomoc GOPR będzie potrzebna dla mnie.
    Dzwonie do Eli z informacją o naszym położeniu. Będzie czekać na nas w Cisnej po południu.
    Dzwonię do Kija (Wagabunda) z pytaniem o jakąś ciepłą strawę normalnego pochodzenia.
    Zaprasza serdecznie do Kiry.
    A więc żegnam się ze Zdzichem i już po chwili jem gorącą kwaśnicę w Kirze.
    Jest rewelacyjna!!!
    Dzwoni Jabol z pytaniem jak nam idzie, opisuję mu nasz dotychczasowe zmagania ze śniegiem, dostaję w zamian kilka wskazówek na dalszą trasę, dowiaduję się o pożarze schroniska w Smolniku
    Dopijam herbatkę i postanawiam jednak wyjść na przeciw Czapie i Diabłowi.
    Zostawiam sprzęt w Kirze i spotykam moich towarzyszy kilkaset metrów przed wsią na drodze z przełęczy.
    Czapa wygląda dobrze, gorzej jej kolano.
    Diabeł marzy o browarku.
    Idziemy do sklepu.
    W sklepie "goprowców" przybyło i wódeczka na ladzie widzę już się kończy.
    Rozmawiamy chwilę z "goprowcami", Zdzicho stary kawaler chce całować Czapę, Diabeł przedstawia sie jako ojciec Czapy.
    Śmiechu było co niemiara.
    Nam jednak czas w drogę, w Cisnej czeka Ela.
    Po drodze wpadamy jeszcze do Kiry na coś gorącego.
    Diabeł potwierdza walory smakowe tutejszej kwaśnicy.
    Czapa nie może zmęczyć swojej ogórkowej
    Żegnamy obsługę Kiry i wychodzimy na stopa.
    Długo nikt nie chce stanąć.
    Idziemy tak drogą, nuda jak cholera, robimy zdjęcia.
    Chyba wielkość naszych plecaków przeraża potencjalnych chętnych na podwiezienie do Cisnej.
    W końcu nasza główna autostopowiczka Czapa zabiera się za łapanie stopa.
    Pierwsza próba i od razu rekord skoczni (leć Adaś leć!!!)
    Ładujemy się do Vectry Szczepana (chyba z Cisnej) pozdrawiamy go i dziękujemy raz jeszcze.
    Czapa do przodu, my z Diabłem i plecakami ledwo mieścimy się do tyłu.
    Przywaleni sprzętem docieramy do Cisnej.
    Ela czeka w Trolu.
    Wchodzimy uradowani, powitania uściski, browarek i pecik (Ela niestety też się jeszcze nie nauczyła palić, co zrobić, trudno )
    Ustalamy nocleg, decyzja zapada, że jednak w Goprówce.
    Poza tym kolano Czapy trzeba poddać diagnozie bardziej profesjonalnej niż nasza.
    Idziemy więc na kwaterę.
    Jest ciepło miło i przyjemnie, można się wykąpać.
    Czapa opiera się przed oględzinami kolana bardzo długo.
    Chyba obawiała się diagnozy. Kolano napuchło dość mocno. Mogła zebrać się woda.
    Jednak o przerwaniu wyprawy nawet nie chce słyszeć
    W końcu ulega namową.
    Idzie do ratowników.
    Diagnoza jest jednoznaczna: Przeżyje!!!
    Ale jeżeli do rana kolano spuchnie bardziej, to nie ma mowy o dalszej wędrówce.
    Dostaje maść z prywatnych zborów cisniańskiego GOPR.

    Tak więc trzeba opić pomyślną diagnozę no i czas się trochę zintegrować.
    Wszak jesteśmy w Cisnej i Siekierkę trzeba zaliczyć.
    Idziemy na grzane wino.
    Diabeł dzwoni do Duńczyka. To nasz ostatni 5 uczestnik. Jedzie do nas prosto z Danii.
    Ma być w Cisnej nad ranem. Po drodze zahaczy jeszcze o Komańczę. W schronisku czeka jego jedzenie na wyprawę i inne pierdoły.
    Ustalamy, że musimy odpuścić sobie również odcinek Jasło - Smerek.
    Teren podobny do wcześniejszego, zapewne śniegu będzie równie dużo a i śniegołomów na zejściu do Smereka w listopadzie było mnóstwo.
    Przejście tego odcinka zajęło by nam pewnie ok. 4 dni. Tyle czasu nie mamy, a po cichu liczymy na jakąś małą inwersję na połoninach.
    Postanawiamy, że podjedziemy PKS-em za Kalnicę i wyprawę rozpoczniemy dalej od Smerka.
    Wracamy do Goprówki, szybki prysznic i spać.
    Śpi się niewygodnie, jest stanowczo za ciepło.
    Takie mieszane noclegi namiot/kwatera nie są chyba dobrym rozwiązaniem.

    Noc mija szybko, pobudka zafundowana przez Diabła jest niczym scena z przesłuchania gestapo w filmach wojennych.
    Od razu lampą po oczach w ciemnym pomieszczeniu.
    Rano dociera Duńczyk.
    Dociera to mało powiedziane.
    Jak dojechać zimą, samochodem osobowym z Komańczy do Cisnej stokówkami, zahaczając prawie o Roztoki Górne, wie tylko On i jego nawigacja.

    cdn...
    Załączone obrazki Załączone obrazki
    Wyżej wymieniony post wyraża moje zdanie w dniu dzisiejszym, być może takie samo będzie w dniu jutrzejszym, jednakże zastrzegam sobie prawo zmiany zdania w każdym momencie bez podania przyczyny :)

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. Parszywa 7 - nasza zimowa ekspedycja
    Przez sztomp w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 8
    Ostatni post / autor: 03-09-2013, 17:41
  2. Zimowa wędrówka.
    Przez Basia Z. w dziale Wschodni Łuk Karpat
    Odpowiedzi: 25
    Ostatni post / autor: 20-04-2012, 13:48
  3. Zimowa Ślęża
    Przez tidżej w dziale Turystyka nie-bieszczadzka
    Odpowiedzi: 3
    Ostatni post / autor: 19-03-2012, 15:59
  4. 26 września. Ekspedycja karna (nieudana)
    Przez Stały Bywalec w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 6
    Ostatni post / autor: 21-10-2004, 22:06
  5. Zimowa pora
    Przez asiczka w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 4
    Ostatni post / autor: 24-12-2002, 00:56

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •