Przyjaciel ma na imię Henryk (pozdrawiamy)
Wracając do tematu koszulek, to historia jednej z nich potoczyła się dość niespodziewanie i niesamowicie.
Razem z Karoliną i Elą opuściliśmy Biesy i Wetlinę w sobotę rano.
W piątek dowiedzieliśmy się, że w sobotę wieczorem w remizie w Wetlinie będzie imprezka charytatywna, z której dochód ma zasilić miejscową szkołę.
Ponieważ Diabeł z Duńczykiem zostali dzień dłużej od nas, pojawili się na tej właśnie imprezie i...
i wystawili na licytację naszą wyprawową koszulkę (własność Duńczyka).
Koszulka osiągnęła niebotyczną cenę 170 złKasa oczywiście zasiliła fundusz szkoły.
Taki nasz wkład w rozwój edukacji bieszczadzkiej dziatwy
Mam nadzieję, że nowy właściciel będzie nosił ją z dumą
Tak wyglądała


Odpowiedz z cytatem