Ostatni rzut oka na drogę i ro ruszamy naszym czerwonym.
Śnieg sypki, puch, tak więc moje rakiety za dużo nie pomagają, pomimo 140kg nośności.
Zapadam się do pół łydki, ale za to Czapa z Diabłem do kolan.
Szlak nieprzetarty absolutnie, nikt przed nami nie próbował tędy spacerować.
W lesie sporo tropów zwierzyny i śniegu coraz więcej.
Spotykamy ludzkie ślady, kluczą dziwnie wokół całkowicie poza szlakiem, jakby jakiś myśliwy, albo Jabol nie mógł się zdecydować, w którą stronę ma iść
Niezłym tempem docieramy ponownie do drogi przed Duszatynem.
Jeszcze chwila i pijemy kawkę pod zamkniętym barem.
Humory dopisują, pogoda również.
Po peciku i ruszamy dalej.


Odpowiedz z cytatem