cd.
Z Berehów ruszamy na Caryńską.
Podejście wymagające.
Po nocy spędzonej w chatce idzie mi się ciężko.
Szlak przetarty, słonko przygrzewa nawet między drzewami.
Robimy coraz więcej krótszych i dłuższych postojów.
No i mnóstwo zdjęć.
Pogoda super.
Widoczność idealna. Może nie taka jak przy inwersji, ale widać naprawdę wiele.
Czas mamy dobry, do Ustrzyk niedaleko, więc i na dłuższe przerwy można sobie pozwolić.
Na odkrytych przestrzeniach sporo nawianego śniegu, idę w rakietach.
Przed granią, a właściwie na jej początku robimy dłuższy popasik z czekoladką i sesją foto.
Później już tylko chwila i jesteśmy na szczycie Caryńskiej.
Grupa znacznie się rozciąga, wszyscy zawzięcie fotografują (prawie wszyscy)
Dzisiaj spotykamy już więcej turystów na szlaku. Najwięcej ludzi wchodzi zielonym od Przełęczy Wyżniańskiej.
Niedaleko za skrzyżowaniem szlaku czerwonego z zielonym dogania nas "Stary". Tak chyba się wabi mieszkaniec Bacówki pod Małą Rawką.
Diabeł dzwoni do schroniska, że mamy ich pieska. Właściciele proszą o sprowadzenie go do Ustrzyk. Tam wieczorem umawiamy się na zwrot psa.
Dzień jest przepiękny, słonko mocno przygrzewa, śnieg razi oczy.
Późnym popołudniem docieramy do końca grani Caryńskiej i schodzimy do granicy lasu.
Śniegu przybywa, "Stary" toruje szlak.
Z połoniny stromo w dół, Czapa trenuje pupozjazdy przy okazji rzucając ekwipunkiem po lesie. Lubi sporty ekstremalne
Na parkingu w Ustrzykach jesteśmy już po zmroku.
Czekamy chwilę na właścicieli psa.
Po szczęśliwym przekazaniu psiego wędrowca, Diabeł już trzyma swoją golonkę w garści.
W ZPC ponoć smakuje najlepiej
cdn...


Odpowiedz z cytatem