Cytat Zamieszczone przez PiotrB Zobacz posta
Krótki opis uzupełniający relacji Czapy (z mojego punktu widzenia)
Warunki śniegowe na trasie były o wiele lepsze niż w poprzednich dniach.
Przede wszystkim szlak był przetarty przynajmniej w lesie.
Na odkrytych przestrzeniach było już gorzej, ale było coś widać i nie trzeba tracić czasu na zastanawianie się nad wyborem drogi.
Początek dnia był dla mnie bardzo ciężki. Nie lubię dużych odprężeń na trasie, później ciężko mi się zebrać do kupy i wejść w swój rytm marszu.
Do Smereka pogoda była ogólnie rzecz ujmując przejrzysta.
Już na samym szczycie zrobiło się mocno pochmurnie, gdy dotarliśmy do Orłowicza zaczęło porządnie wiać i spadła nam troszkę widoczność.
Na początku Duńczyk trzymał się dobrze, jego niewyspane noce i zmęczenie dały znać o sobie za przełęczą.
Co innego Ela.
To kobieta na baterie. Nie widziałem co rano jadła, ale ciężko za nią było nadążyć.
Może dlatego, że jak mówi Diabeł "to nie człowiek, to miejscowa"
Po bardzo dobrze przespanej nocy szybko regeneruję się po weselichu I w ogóle adrenalina wysoka, piękne widoczki (przynajmniej na początku) więc nogi same niosą. Ku wyjaśnieniu jadłam kaszkę dla niemowląt ))) Już raz w Rumuni w Paringu uratowała mi życie No i jestem miejscowa.
Przed zmrokiem docieramy do Chatki. Uwielbiam ten klimat. Dookoła jest nieprzyjemnie, hula wiatr, zacina śniegiem a w środku tak cieplutko i przyjaźnie. Bigos Dorci i whiskacz Duńczyka wszystkim poprawia humor.
Przed nocą Piotrek obarcza mnie odpowiedzialnością za światła czołówek gdzieś tam w oddali. Cholera ... stoimy pod chatką, wyostrzają mi się wszystkie zmysły ale nic nie widzę. Kurczę, może faktycznie ktoś tam potrzebuje pomocy, sama wiem, że nawet w dzień nie było łatwo. Więc jeszcze kilkakrotnie podchodze do okna i wypatruje i kładę się z nadzieją że tylko nam się wydawało ... I na szczęście, tylko nam się wydawało