cd...
I tak delektując się miną Diabła i Duńczyka pochłaniających gorące golonki, siedzimy i myślimy gdzie tu dzisiaj spać.
Diabeł chce się rozstawiać koło ZPC, więc korzystając z okazji robię szybki prysznic w kibelku obok. Już jestem gotowy.
No ale jak to w grupie zdania są podzielone. Z tym że w naszej grupie dogadujemy się bez większych problemów. Kompromis (Karolina)
Namioty będą musiały poczekać na przełęcz.
Dzisiaj raz jeszcze wczasy w goprówce. Nasza wyprawa powinna chyba nosić nazwę "Szlakiem bieszczadzkich Goprówek"
Jeszcze krótkie negocjacje ceny noclegu w ZPC i idziemy w końcu naprzykrzać się ratownikom.
Dzień chyba 6. Bodajże Czwartek.
Po upalnej nocy w goprówce (pomimo zakręconych grzejników i rozszczelnionych okien) szybko przychodzi ranek, a z nim kolejny opad śniegu.
Wychodzimy później niż ostatnio, chcemy uzupełnić zapasy w sklepie.
Poza tym dzisiaj tylko zamierzamy dostać się na przełęcz pod Tarnicą.
Dzisiaj "tłusty czwartek" więc pod sklepem jeszcze po pączusiu
Startujemy.
Śnieg leniwie sobie sypie. Temperatura też jakby wyższa.
Droga do początku lasu odśnieżona.
Idziemy do przodu, Diabeł pozdrawia ulubionego Wujka i już jesteśmy w lesie.
Szlak również przetarty, wszak to tędy na Tarnicę
Ludzi zero. Miejscowych też (nie licząc Eli). Tylko dwa kundelki zamykają naszą kolumnę i pomimo naszych wysiłków w żaden sposób nie chcą się przekonać do powrotu do Ustrzyk.
Odpoczywamy pod wiatą. Przygotowanie do spotkania z Szerokim Wierchem odkładamy na granicę lasu.
Do końca lasu warunki są dobre, dalej robi się już fajnie.
Chmury, śnieg i porywisty południowy wiatr zacinający śniegiem.
Ale co to dla nas. Kominiarki, chusty, kaptury, co kto ma, na głowę, gogle lub inne sprzęty przesłaniające oczy i zaczynamy.
Szlak dobrze otyczkowany, nie ma możliwości pobłądzenia we mgle.
Idzie się ciężko, wiatr szaleje i nawianego śniegu na szlaku sporo.
Idę w rakietach więc znów wysuwam się na czoło, Ela tuż za mną, wczoraj jadła schabowego
Na Szeroki wchodzimy środkiem stoku, mniejsze zagrożenie lawinowe.
Na grani wieje jeszcze mocniej. Niektóre tyczki powywracane.
Idziemy w chmurze. Widoczność bardzo kiepska, ale idzie mi się dobrze. Lubie takie warunki i szczerze mówiąc liczyłem na wiatr, który będzie mnie wywracał
Docieramy do Tarniczki. Widoczność jakieś 10m. W około mleko.
Schodzimy na przełęcz, troszkę niżej widoczność się polepsza.
Przełęcz totalnie zawiana śniegiem.
Patrzę trochę ze smutkiem w stronę niższej Przełęczy Goprowskiej i dalej na Krzemień i Halicz.
Nie ma ich, wszystko tonie w chmurach. Nie widać nawet lasu w dolinie.
Tarnica osłania nas od wiatru więc nie wieje.
Szybka decyzja.
Nocujemy na przełęczy. Jak do rana widoczność się nie poprawi, odpuszczamy Halicz i schodzimy bezpośrednio do Wołosatego.
Jest dopiero po 14.
Rozstawiamy nasz obóz, po raz pierwszy wszystkie namioty.
Mając jednak nadzieje na wietrzną noc przywiązujemy namioty do odkopanych ławek na przełęczy.
Jeden odciąg namiotu Diabeł przewiązuje w poprzek szlaku, niespodzianka dla jutrzejszych zawodów narciarskich Goprowców
Wejście na Tarnicę również odkładamy na jutro i lepszą widoczność.
Ku naszemu zdziwieniu, na przełęczy zaczynają pojawiać się turyści.
Dwie grupki wchodzą od Wołosatego.
Wzbudzamy zainteresowanie. Rozmowy, zdjęcia, pozdrowienia.
Wchodzą i schodzą z powrotem.
Około 15 szok.
Od strony przełęczy goprowskiej podchodzi jakaś postać.
Kobieta!!!
Jest sama, idzie z Wołosatego, ale przez Halicz!!!???
Ma rakiety. Co za "baba"
Co prawda z lekkim plecakiem, ale sama w takich warunkach.
Szczęka mi opadła. (jak to czyta, to gratuluje jej raz jeszcze)
Krótko odpoczywa i rusza dalej do Ustrzyk. Przez Szeroki Wierch.
Za nią lub też przed nią (nie pamiętam dokładnie) jeszcze jedna para poszła również tą droga do Ustrzyk. Pomimo niezbyt dobrego przygotowania i późnej już pory.
Nie dali się nam przekonać na zejście bezpieczniejszą droga do Wołosatego.
Dlaczego tej miejscowości nikt nie lubi?
Ostatnim turystą spotkanym na przełęczy był chyba bardzo wyczerpany i zziębnięty chłopak, który nie reagował na nas absolutnie.
Zszedł z Tarniczki i potykając się kontynuował zejście do Wołosatego.
Wyglądał co najmniej dziwnie.
Tak więc po wszystkich odwiedzinach jemy sobie kolacyjkę no i idziemy spać w oczekiwaniu na poprawę widoczności.cdn...


Odpowiedz z cytatem