Dzień 7. Piątek.
Noc była długa.
Czapa gdzieś mi zginęła w namiocie.
Wiało słabo, ale za to znów dopadało troszkę świeżego śniegu.
W nocy obozowisko odwiedziło stadko saren (tak twierdzi Czapa).
Wstaliśmy wcześnie, pogoda do dupy, czyli bez zmian - mleko
Nawet skałek na Tarnicy nie było widać, jedynie czasami tylko na chwilkę.
Pakujemy plecaki i czekamy z decyzją co dalej.
W międzyczasie z Czapą i Elą wchodzimy na Tarnicę.
Zimą tu jestem pierwszy raz, aż wstyd się przyznać.
Dlatego tak się upieram na wejście.
Wchodzimy więc, troszkę zbaczamy z letniego szlaku, ale szczyt osiągamy bardzo szybko, wydaje mi się, że szybciej niż w warunkach bezśnieżnych.
Szybkie fotki przy krzyżu i schodzimy.
W połowie zejścia coś zaczyna się dziać.
Nagle widzimy przełęcz i Diabła z Duńczykiem.
Później widzimy las w dolinie przy goprowskiej.
To nie mgła. To raczej bardzo niski pułap ciężkich chmur, które nie mogą przedostać się nad Tarnicą.
Wiatr je gna dookoła doliną Wołosatki i Terebowca. Samym środkiem Gniazda.
Schodzimy na przełęcz.
Zaczyna się przedziwna i zarazem piękna gonitwa chmur, a w jej środku my na przełęczy.
Raz ukazuje się Kopa Bukowska, za chwilę znika, później widzimy Krzemień za moment wyłania się Bukowe Berdo.
Ela biegnie z aparatem na Tarniczkę, robimy mnóstwo zdjęć.
Teraz widać jak zasypana jest Przełęcz Goprowska. Wczorajsze ślady dziewczyny, która wchodziła do nas od Goprowskiej zawiane totalnie. Wszystko równiutko zasypane.
Samego trawersu w stronę Halicza jednak już nie widać.
Sielanka trwała ok pół godziny.
Wiatr lekko się zmienił, zrobiło się ciemniej i bardziej pochmurno.
Zastanawiamy się jeszcze trochę na Haliczem.
Jednak pogoda bierze górę nad nami decyzja jest jednomyślna.
Trzeba chyba kończyć...
cdn...
(ciężko wybiera się z tylu zdjęć)


Odpowiedz z cytatem