Bieszczadnik wiele godzin wędrował Otrytem. W lesie ciemno i głucho.
Po drodze żywego ducha. Smutno mu było, że nikogo nie spotyka, nie ma z kim słowa zamienić.
Nagle z krzaków wychodzi niedźwiedź.
- Bieszczadnik klęka i krzyczy radośnie: Boże ! Dziękuję Ci za to, że pozwoliłeś mi spotkać tę żywą istotę !!!
- Niedźwiedź też klęka i krzyczy równie radośnie: Boże dziękuję Ci za ten dar, który zaraz będę spozywał !!!
ps.
Tak naprawdę, to jest przeróbka innej historyjki.


Odpowiedz z cytatem

