Nie przeczę że są tacy fachmani, którzy gdy dostaną dwa pstrągi na talerzu, bez pudła trafiają: ten z potoku, ten z hodowli spod Częstochowy. Albo - nie daj Boże! - oba z hodowli! (doprawdy, trzeba mieć pecha!). Albo jeszcze więksi fachmani: dostaną w przydrożnym barze na talerzu jednego i też trafią - o kurcze, hodowla spod Kolbuszowej, tfu, przekarmiony kukurydzą! Tak samo jak są goście, którzy dostaną kieliszek wina, zamykają oczy i mruczą: uuuu, Gewurztraminer, cudne wino alzackie z okolic wioski Egisheim, rocznik 1992, szczep zebrany z południowego stoku. Och, to był wspaniały rok dla wina! Wiem, są tacy goście.
Ale tak z sercem na ręku (czy jakoś tak) - ilu jest takich fachmanów, którzy od razu wiedzą, gdzie ten pstrąg pływał, którego właśnie mają na talerzu? No tak uczciwie: ilu?
Założę się, że 99 na 100 na pytanie: co jesz, zrobi oczy i powie: no jak to co, pstrąga!
Ps. Ale, co bym tu nie powiedział, też bym wolał zawsze jeść potokowego![]()



Odpowiedz z cytatem