Hmmm... ja też zasięgnąłem języka, bo wierz mi, byłem cholernie wkurzony. Wiele godzin pracy na marne.

Otóż po pierwsze, czego nie wiedziałem, tołpyg są dwa rodzaje (biała i pstra, jak wyczytałem). Podobno jedna z nich jest dobra a druga kiepska. Może miałem tę gorszą...
Po drugie - fakt, była kupiona a nie złowiona, a dorastała w mocno zamulonym stawie.
Po trzecie - nigdy nie wędzę pokrojonej ryby - tylko w całości. I nigdy się nie zraziłem. Do czasu tołpygi.
Po czwarte - może ze mnie dupa nie fachowiec

Ja zaś polecam rybę z patyka (ognisko) bezpośrednio po złowieniu. Do tego 40% (przelicznik - jedna mała rybka - 1x50ml). I nikt mnie nie przekona, że w jakiejkolwiek gospodzie zjem (i wypiję) smaczniej. Wiem, bo często testuję na Hrewcie.

Pozdrawiam