Bertrandzie ! Mam nadzieję że ławki przy Twoim ognisku są ugrzecznione
....i nie atakują znienacka przysiadających się gości.
Oj ! należy się tego wystrzegać![]()
Bertrandzie ! Mam nadzieję że ławki przy Twoim ognisku są ugrzecznione
....i nie atakują znienacka przysiadających się gości.
Oj ! należy się tego wystrzegać![]()
Nadrabiam dzisiaj forumowe zaległości, więc chciałem się niczym Majster B. do ognia przysiąść, (może ktoś, kiedyś pieśń ułoży - niechby i o nosie), a tu gonią
Ale zaraz się odprężyłem, gdyż:
Mądrego i dobrze posłuchać!
Ognisko pięknie, jasnym płomieniem płonie i nie dosiąść się, niemożebne!
P.S. Magia niektórych miejsc jest po prostu sakramencka, howq!
"Rozum mówi nie raz: nie idź, a coś ciągnie nieprzeparcie i tylko słaby nie ulega; każdy z nas ma chwile lekkomyślności, którym zawdzięcza najpiękniejsze przeżycia." W. Krygowski
Zaraz gonią, to w trosce o ławki i kamienie tylko i wyłącznie hihihi
"...Lecz ja wrócę tu, będę w twoim śnie.
Nikt nie zabroni nam śnić..."
Bogdan Loebl
Ziemia wokół ogniska też nie wstaje znienacka i nie uderza w twarzwszystko spokojnie na swoim miejscu jest. Jeszcze raz zapraszam tych, którzy się tam gdzieś w ciemności kryją i nie podchodzą. Siadajcie na czym popadnie i czujcie się jak wśród swoich.
Pozdrawiam
Ostatnio edytowane przez bertrand236 ; 20-10-2009 o 22:22
bertrand236
Dzień 5
Wstajemy wcześniej niż zwykle, bo czeka nas kilkanaście, a może kilkadziesiąt kilometrów jazdy, a ja nie lubię się nigdzie spóźniać. Pod cerkiew podjeżdżamy 5 minut przed planowanym rozpoczęciem Mszy Św. I co? Jesteśmy w szoku niemałym, bo Msza już dobrze trwa. Później się okazało, ze w tym dniu dzieci przystępowały do I Komunii Świętej i Wielebny przyspieszył wyjątkowo rozpoczęcie porannej Mszy o pół godziny. Pogoda piękna była, więc staliśmy z Renatką przed cerkwią uczestnicząc w drugiej połowie. Po Mszy weszliśmy do cerkwi. Mając cały czas w uszach zachwyt Danusi byłem odrobinę zawiedziony. Cerkiew bardzo ładna ale wyobrażenia moje były całkiem inne. Uważamy Renatką, że ta w pobliskiej Grzance jest dużo ładniejsza. Po opuszczeniu cerkwi wracamy o karawanu i jedziemy dalej drogą, którą tu przyjechaliśmy. Mijamy miejsce, w którym stała kiedyś pamiątkowa tablica, a której już nie ma. Dojeżdżam do miejsca, gdzie kiedyś nad ogniskiem smażyliśmy kiełbaski. Miejsce fajne, tylko kapliczka je trochę szpeci. Nie, żebym miał coś przeciw kapliczkom. Ale ona taka jakaś badziewna jest, zwłaszcza w środku. Pojechaliśmy dalej mijając głaz z tablicą pamiątkową. Przypomniałem sobie moje chaszczowanie w tamtych okolicach. Parę lat temu Jabol namówił mnie, żebym spenetrował tamte okolice. W największych chaszczach znalazłem zardzewiałą blachę na gałęzi drzewa. Szkoda Jabolu, ze tak dawno się nie widzieliśmy… Mijając pasieki po prawej dojechaliśmy do cywilizacji. Miałem już sprecyzowany plan na dzisiejszy dzień. Po drodze minęliśmy cmentarz, obok którego przejeżdżałem setki razy, a którego nigdy nie zauważyłem. Dojechałem do Metropolii, w której wypiłem kawę miętową. Pycha.
bertrand236
Następnie pojechałem szukać pomnika, którego nie znalazłem tydzień wcześniej. Uparłem się i tyle. Zostawiłem karawan na parkingu przy barze i poszedłem do baru. Tam wypiliśmy po browaru i zjedliśmy zakupioną wcześniej kiełbasę. Dalej w drogę. Nie miałem GPS i może dlatego, jak po sznurku doszedłem do pomnika. Swoje zdanie na jego temat wyraziłem w innym wątku, więc teraz nie będę się powtarzał. Odpoczęliśmy przy pomniku trochę i powoli zeszliśmy do drogi. Ani Renatce ani mi nie chciało się już iść do akwenów wodnych, więc wróciliśmy do karawanu. Zanim do niego doszliśmy, skręciliśmy na chwilę na pobliskie pole biwakowe. Macewa ku czci naszych Przyjaciół leży sobie spokojnie. Obiecujemy sobie solennie, że przyjedziemy tutaj na Ich Imprezę w miesiącu sierpniu. Zastanawialiśmy się też, czy pojawią się niebawem na obradach KIMBowych? Następnie pojechaliśmy na obiad do schroniska, w którym kiedyś udzielano rabatu tym gościom, którzy przyszli doń w kapeluszach. Czasy się zmieniły, rabatu nie ma. Za to jedzono palce lizać. Była to nasza obiadokolacja. Potem nie zostało już nic jak wrócić do Zawozu i opowiedzieć jak minął dzień.
bertrand236
Fajnie nam,Bertrandzie,"kończyć latka"w kwitnących majową bielą oklicznościach przyrody! O twórcy trójkątnych kapliczek kiedys wspomniałam (mam przyjemność znać !).Gdyby ktoś był ciekawy kto zacz,może zdradzę!
WUKA
www.wukowiersze.pl
Ten sam leśniczy zawlókł mnie na tą samą łąkę w tym samym celu i też ich nie było,he he.No ale ja tego dnia, tyle że wcześniej, widziałem stadko żubrów,a następnego dnia - dwa stadka
Poza tym w tej okolicy żubry są znacznie bardziej pospolite niż krowy.A więc na krowy zapoluj Bertrandzie,to będzie coś![]()
Ostatnio edytowane przez Browar ; 02-11-2009 o 17:57
Pozdrav
Browarze może to nie jest dosłowny cytat: "Nie chodzi o to, by złapać żubra ale by gonić go, ale by gonić go". Jakoś tak, kiedyś Skaldowie spiewali. Ty możesz to pamiętać, a może za młody jesteś?
To sobie jeszcze pojeżdżę w Bieszczad gonić go!
Pozdrawiam
bertrand236
Gdyby , załóżmy że tak ,gdyby tak się kiedyś zdażyło ,że Ty jesteś i masz czas a ja nie jestem w pracy , to też mógłbym Ci takiego (żubra) pokazać ........ 40 km od mojego domu . Załóżmy....
Pozdrawiam PF
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)