W tym roku cebulka wystrzeliła szczypiorem:
W tym roku cebulka wystrzeliła szczypiorem:
"Rozum mówi nie raz: nie idź, a coś ciągnie nieprzeparcie i tylko słaby nie ulega; każdy z nas ma chwile lekkomyślności, którym zawdzięcza najpiękniejsze przeżycia." W. Krygowski
Poszedłem jeszcze na stary cmentarz w Zawozie i zaczęło się ściemniać. Po drodze cmentarza zasiedziałem się na ławce przed miejscowym centrum kulturalno-oświatowo-handlowym. Nie jest to tak kultowe miejsce jak wiata w Zatwarnicy, ale swój urok też ma. Wierzcie mi. Dyskutowałem z miejscowymi o tym, że Zawóz robi się bardzo popularny. Do pokoju wróciłem po ciemku. I to by było na tyle z drugiego dnia.
bertrand236
Dzień 3
Wstałem rano i wyjechałem z Zawozu. Pojechałem do Małej Szosy i skręciłem w prawo. Dojechałem do Dużej Szosy i stanąłem. Wszedłem na teren obejścia niejakiego Zdzicha, który różne rzeczy robi. Na podwórku ma kapliczki, studnię i imitację sławojki. Lubię gościa i często do niego zachodzę. Jego żona pyszną herbatą częstuje. Rozmawiamy o jego wyjazdach artystycznych za granicę. Za wschodnią granicę. Opowiada jak zwykle ciekawie. Oglądam Matkę Boską Fornalską. Mam napięty plan na dzień dzisiejszy, więc się żegnam i odjeżdżam. Jadę Dużą Szosą w lewo. Po kilku kilometrach skręcam w lewo. Na formie wyczytałem, ze cerkiew remontowana jest, więć jadę zobaczyć. Po drodze na zboczu stoi mały kościół. I szok!!!!. Drogę do niego zrobili. Kurczę a 2 lata temu chaszczować Trza było, żeby się do niego dostać. Jadę dalej. Droga super. Nie asfalt ale równa jak obwodnica Krakowa. Szybko dojeżdżam do cerkwi. Faktycznie trwa remont. Dach jest nowy, sufit zerwany i wykarczowany teren wokoło niej. Dobrze, że coś się dzieje, bo już myślałem, że i ta budowla się kiedyś zawali. Zostawiam karawan przy cerkwi i dalej idę pieszo. Wiosna majem pachnie. Wszystko kwitnie wokoło. Jest prawie cudownie. Ale tylko prawie. Idę coraz bardziej wq…. Chcecie wiedzieć, co tak mnie wq..? otóż, każda ścieżka, każda droga odchodząca w prawo, czy w lewo do drogi głównej jest zagrodzona drutem, szlabanem, czy czymś innym z napisem „Teren Prywatny Wstęp wzbroniony”. Mimo maja, mimo wiosny, mimo ładnej pogody idę coraz bardziej zniemaczony. Dochodzę do końca drogi. I co? I szlaban regularny jest z tym samym napisem. Nie bardzo się tym przejmuję, obchodzę szlaban i wchodzę na Teren Prywatny pomimo tego, że Wstęp wzbroniony jest. Powoli, mozolnie wchodzę pod górę. Chcę zobaczyć widok z samej góry. Kiedy jestem na szczycie wzniesienia robię fotki. Nagle słyszę dalekie ujadanie. Patrzę, a z przeciwległego zbocza biegną w moją stronę dwa dosyć duże psy i one tak ujadają. Kuźwa są dwie rzeczy, których Bertrand nie cierpi robić. Jedna to nie lubię tetrać w ziemi. Kopanie, pielenie, grabienie, to dla mnie największą karą jest. Z płodów rolnych to jeżeli muszę je zbierać, to lubię zrywać arbuzy i dynie, bo one szybko koszyk napełniają. Drugą rzeczą, której nie cierpię robić, to bieganie jest. Kiedy zobaczyłem te psy, to całkowicie zapomniałem o tym, że nie lubię biegać. Biegłem bardzo szybko w dół, jakbym całe życie nic innego nie robił. Psów więcej nie widziałem. Zziajany odpoczywałem na drodze. Może mi ktoś powie, czy wolno tak spuszczać psy? Fakt wszedłem na teren prywatny, wiedziałem o tym, ale równie dobrze mogłem potrzebować pomocy i dlatego tam wszedłem. Co o tym myślicie?
bertrand236
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)